Hej, mam pytanie z zakresu #prawo.Bylam wczoraj z niebieskim na myjni samochodowej i nie zauważyliśmy, ujebanej smarem lancy i smaru na ziemi w obrębie stanowiska myjni. Umyliśmy auto i zorientowalam się, że nasze ubrania i buty są brudne od smaru. Zadzwoniliśmy na tel. podany w wmyjni, przyjechał jakiś łeb i powiedzial nam, że "on tu tylko sprząta" i mamy pisać reklamacje na maila. Po czym wysprzątał całe stanowisko.Pomyślałam, że każda myjnia ma ubezpieczenie więc zadzwoniliśmy jeszcze raz na nr podany na budynku, ale jakiś typ powiedział, że nie da nam nr polisy i że takie info niech sobie policja wyciąga.Zadzwoniliśmy po bagiety. Przyjechały dwa łby i stwierdzili, że oni nie mogą sporządzić notatki bo nie ma do czego. Że to nasza wina ze się ujebaliśmy smarem bo nie zauważyliśmy i żeby doszło do uszkodzeniu mienia to musiałby jakiś inny CZŁOWIEK celowo ubrudzić nas smarem. Że hehe, jak nie ma człowieka, to nie ma sprawcy.Jakie mamy pole manewru? Czy jest sens iść na komende, żeby jakiś bardziej rozgarnięty policjant określił sprawce? Czy jest sens ładować się w proces?#pytaniedoeksperta #prawo

