Tak ostatnio mnie naszło na przemyślnia, bo mam i prywatnie gorszy okres, 30 lat na karku i objawy wypalenia (nic mi się nie chce od kilku miesięcy i każdego ranka aż mnie wzdryga na myśl o siedzeniu 8 godzin i wymyślaniu rozwiązań na nowe problemy, codziennie się spowiadając dlaczego coś co robimy pierwszy raz w życiu nie zostało zaprojektowane i zaimplementowane w 2 dni i dlaczego przez kolejne miesiące będzie trzeba do tego wracać wraz z pogłębianiem się naszej wiedzy o procesach).Siedziałem sobie na ciepłej posadce za te 15-20k B2B przez ostatnie 5 lat w tej samej firmie jako Java Dev z chmurą/DevOps/k8s.I tak ostatnio czuję, że ani nie jestem jakimś wielkim programistą (pracując z gośćmi mającymi po 15 lat expa widzę sporą różnicę), a "chmura" to też taka duża działka że o ile w pewnych obszarach z którymi pracowałem mam całkiem sporą wiedzę to z innych, np. tych bliżej typowego IaaS/zarządzania maszynami/duże migracje lift-and-shift to praktycznie nic nie wiem.Tak sobie przechodzę przez LinkedIn z nudów patrząc co tam u znajomych albo osób z którymi kiedyś pracowałem i widzę że część podobnie jak ja siedzi już po te 5+ lat w jednej (czasami pierwszej firmie) jako zwykli deweloperzy, a niektórzy gdzie wydawało by się że jeszcze te 2 lata temu byli na podobnym poziomie technicznym jak pracowaliśmy w projekcie zostali architektami/liderami/menadżerami w firmach z BIG4 albo podobnych.Ja jakoś nigdy nie czułem się komfortowo będąc w centrum uwagi albo musząc podejmowac wiążące decyzje, zawsze byłem na uboczu.A też niestety zdałem sobie sprawę że z moją osobowością nie czuję się zbyt dobrze pracując w środowisku gdzie jest masa niewiadomych, a jednocześnie presja na dowożenie tematów.I tak sobie myślę że mając te 30 lat na karku to w sumie ani osobowości przecież nie zmienię (a bez odpowiednich cech osobowości pewnych etapów się nie przeskoczy), ani nagle wielkiego boosta w karierze nie będzie, bo jak ktoś jest jednostką wybitną to jednak widać to dużo szybciej - jak te przykłady gdzie ludzie w wieku 25-28 lat pozostawali liderami/menadżerami całych działów.I co, przez kolejne 30 lat tak dalej trwać? Jakoś mi się to nie widzi, szczególnie że praca przez ostatnie miesiące przestała mi sprawiać jakąkolwiek przyjemność.Ostatnio to wręcz marzę o pracy gdzie mógłbym po tych 8 godzinach zamknąć laptopa/wrócić do domu i nie myśleć o pracy i czekających problemach do rozwiązania (pół aktualnego weekendu też o tym myślałem i jak widać pisząc ten post w niedzielę dalej to robię).Ehhh, a może mógł człowiek te kilka lat temu się zastanowić nad karierą. Ostatnio to serio zazdroszczę ludziom, którzy zarabiają mniej (wiadomo że nie tym 4-5x mniej pracując na minimalnej, ale tym 2x mniej) ale mają w miarę powtarzalne zadania i nie rozmyślają godzinami co i jak powinno być zrobione. Taki korepetytor, fizjoterapeuta, czy architekt wnętrz. Mam znajomych z tych obszarów i kurczę, no wydaje się że robota prostsza, bardziej powtarzalna, bez ciągłej presji, a zarobki wcale nie są takie złe. Może nie kokosy (ale ja będąc średniakiem w IT to też kokosów nie mam), ale przecież po 10k na ręke do ogarnięcia.Może trzeba zmienić otoczenie - przy aktualnym rynku na razie ciężko to idzie, bo odzew na CV wynosi jakieś 10% aktualnie w moim przypadku.Albo zrobić sobię chwile przerwy, mam spłacone mieszkanie i oszczędności rzędu 150k.Sam już nie wiem, ale na pewno coś potrzebuję zmienić, bo przy aktualnym wypaleniu (depresji?) to od dobrych 2 miesiący nie mam ochoty już zupełnie na nic.#programista15k

