Pytanie w kwestii związki. Mamy z żoną trójkę dzieci, dwa mieszkania, dwa samochody i jeden kredyt. Do sierpnia nasze życie to było pasmo szczęścia. Czekamy na odbiór drugiego mieszkania, zarabiam prawie 5. razy więcej od żony, ale mamy wspólne konto i nigdy nie było problemów z kasą, odbieram dzieci, chodzę z nimi na plac, sprzątam, gotuje. Na każdym etapie starałem się wspierać żonę - czy to przy małych dzieciach, czy przy powrocie do pracy. Na koniec sierpnia z błahego powodu się posprzeczaliśmy - miała jechać do rodziców, nie było z nią kontaktu, padło kilka niemiłych wiadomości insynuujących jej zdradę, było milczenie. We wrześniu srogo popłynąłem w alkohol - co trzeci dzień jakieś 200-300 ml wieczorem do laptopa.Po miesiącu poprosiłem o powrót "do ustawień fabrycznych", przeprosiłem - spotkało się to z odmową. Potem nawet trochę skamlałem, pojawiły się kwiaty, głębokie rozmowy i dałem jej weekend samej - wysprzątałem mieszkanie, zrobiłem obiad i zabrałem dzieciaki, żeby przemyślała sobie wszystko z nadzieją, że dojdzie do prostochłopskiego wniosku, że źle nie ma - wydaje prawie dwa razy tyle, co zarabia, oprócz tego mieszkanie bez kredytu, drugie w drodze, posprzątane, ugotowane, dzieciaki zaopiekowane, wraca, o której chcę - na mój prosty wiejski mózg, dramatu nie ma. Niestety ten weekend doprowadził ją do zgoła innych wniosków, a mianowicie do rozwodu. To, że dałem jej weekend w czystym domu odebrało jako upokorzenie, że ją wyręczam i pokazuje dominacje, to, że jej pytałem co to za wydatki bo zbieramy na remont nowego mieszkania to podobno objaw kontroli, to że pytam kiedy będzie to nękanie, a to jak piszę do niej wiadomość w trakcie pracy o obowiązkach albo podsyłam dwuznaczne rolki z Instagrama to "rycie bani".W zasadzie nie wiem jak do tego podejść. Kobieta chyba w życiu nie zderzyła się z realnym problemem (kilka tematów urzędowych i finansowych skopała, że musiałem ją ratować), może to jej pierwszy i to naturalna reakcja, żeby uciec. Powiedziała, że nie umie dać mi szczęścia i nie potrafi go przyjąć ode mnie, mimo że pod koniec sierpnia widzę wiadomość, że nigdy przenigdy nie myśli o rozwodzie i że czuję się szczęśliwa.Jakieś rady? Na 99% to nie bolec na boku. Terapie odrzuca. Próby pojednania kwituje, żebym zadbał o siebie i nie uwzględniał jej w życiu.W pierwszym odruchu kusi, żeby trochę finansowo się odciąć, ale zależy mi na dzieciakach. O dziwo od miesiąca stała się kochającą matką i znajduje nagle czas na dzieci.Jakieś rady? Przemyślenie? Własne doświadczenia?#zwiazki

