Mirki, szczególnie te będące w związkach, proszę Was o radę. W tym roku kończę 30 lat, jestem od 2 lat w związku z dziewczyną (ten sam rocznik). Z racji wieku, chęci założenia rodziny i wyznawania tradycyjnych wartości wypada ten związek sformalizować. Sęk w tym, że nie jestem pewny czy cokolwiek do niej czuję. Wywodzę się ze stosunkowo chłodnej rodziny, całe życie byłem i jestem nadal egoistą/pragmatykiem, liczą się tylko moje cele, póki je realizuję - jestem szczęśliwy. Oczywiście w związku zaspokajam też potrzeby partnerki ale myślę, że wynika to głównie z faktu, iż chcę by była szczęśliwa bo wiem, że wtedy mi będzie łatwiej. Zanim ją poznałem byłem w 2 związkach, w każdym z nich początkowo było zauroczenie, później zupełnie nic więc je kończyłem. Następnie spotykałem się z ponad 20 różnymi dziewczynami szukając "tej jedynej", do której coś poczuję i zobaczę, że reprezentuje coś sobą. Kończyłem to zwykle po 2/3 spotkaniu. Moja obecna dziewczyna jest dziewczyną starej daty w pozytywnym tego słowa znaczeniu - kobieta, która zadba o "ciepło domowego ogniska". Boję się, że gdybym ją porzucił to jej psycha by się rozsypała (tego bym nie zniósł, że z mojego powodu ktoś przegrał życie), ja natomiast dalej bym szukał, być może ostatecznie nie znajdując nikogo lepszego, bardziej wartościowego. Czemu o tym piszę - czy są wsród Was osoby, których związki od początku w dużej mierze były podyktowane rozsądkiem i czy ostatecznie to zadziałało? Może są osoby, które uważają, że miłość jest przereklamowana i bardziej liczy się dopasowanie, w końcu wg nauki uczucie i tak kończy się po 3/4 latach. A może powinienem pójść na terapię i próbować się naprawić bo inaczej zmarnuję komuś życie. Proszę o opinie. #zwiazki

