Obejrzałem ostatni odcinek włóczykija, w którym Dariusz z małżonką wybrali się na targowisko celem nabycia materiału potrzebnego do uszycia odzieży przez Magdalenę. Gdy przyszło do płacenia i materiały były już przycięte do długości, jaką chcieli, te tumany zaczęły (nieudane) próby negocjacji ustalonych wcześniej cen. Rozumiecie to? To tak jakbyście umówili się z glazurnikiem na ułożenie płytek w kiblu za określoną cenę, a po należytym wykonaniu usługi zaczęli negocjacje. Ci ludzie to jest absolutne dno intelektualne.Myślałem że może syn jest trochę bardziej rozgarnięty od tej dwójki…