Kiedyś przynależałem do klubu kibiców i tak się potoczyło, że uczestniczyłem w spotkaniach na wysokim szczeblu. Nie dlatego, że w sumie miałem coś do gadania, bo nie miałem nic do gadania, ale jako jeden z nielicznych miałem wykształcenie wyższe i z twarzy nie wyglądałem na troglodytę, więc uważano, że warto zabierać mnie na spotkania z przedstawicielami innych kibiców. To, co mnie najbardziej zdziwiło, to dwie rzeczy. Pierwsza to taka, że wysoko postawione osoby mają gdzieś konflikty między klubami. Oni chcą tylko zarabiać pieniądze, a czy to będzie biznes z kibicami X czy Y to nie ma…