Może ktoś ogarnie co mi jest, bo mi się lekko pomysły skończyły. Postaram się na szybko opisać co mi jest, bez lania wody. Jakoś w połowie stycznia poczułem się źle, tak standardowo chorobowo. Zmierzyłem temp, wyszło 37,5C, wziąłem 3 dni zwolnienia, poczułem się lekko lepiej i przez kolejne 2 tygodnie miałem temp skaczącą miedzy 36,6-37,0C. Wiem, że praktycznie pomijalne, ale w momentach wzrostu temp czułem się po prostu osłabiony i to jest stan którego nigdy wcześniej nie miałam w sposób długotrwały. Po 2 tygodniach temperatura przestała skakać, ale mimo że minął już miesiąc nadal mam fale…