Jest taka sprawa: w pracy się pali (gównoburza dotarła na 1 poziom niżej od CEO) i koniecznie trzeba kogoś wysłać na delegację do klienta do UK żeby problem rozwiązać (w zasadzie to dać poczucie klientowi, że się nim na poważnie zajmujemy). Niestety jestem jedynym wyborem, bo jako jedyny jestem wtajemniczony w stopniu adekwatnym w tematy, które są przedmiotem pożaru. Tak się jednak składa, że mam umówiony na poniedziałek pewien zabieg, na który czekałem kilka miesięcy, i na który po przełożeniu czekałbym drugie tyle ( ͡° ͜ʖ ͡°). Niestety pracodawca upiera się, że mimo to muszę jechać, nie…