Może ja jestem jakiś dziwny, ale samotność nie daje mi w kość.Jakoś w wieku 12-14 lat miałem szczyt swojego przegrywowego kryzysu i zabiłbym za żeńską dłoń do potrzymania. A potem? W techbazie było lipnie, bo związki były tematem przewodnim, no i wiadomo, studnióweczka, której wspomnienia do dziś mnie skręcają.Wczesna dorosłość to najpierw zapierdziel w pracbaza, a później zmiana zatrudnienia na mniejszy etat i wypełnianie sobie czasu pierdółkami.A jakoś tak w okoliach 24 roku, sie zorientowałem, że w sumie to jakoś mi nie zależy. Tak jakby ktoś palcem pstryknął i potrzeba zniknęła.Też tak mieliście? Po pewnym czasie celibatu, jak już człowiek starszy i tak łątwo sie nie zauracza, jakoś to wszystko mam wrażenie, że schodzi na dalszy plan.#przegryw

