Rodzina (mama, ojciec, rodzeństwo mamy i ojca - mają bliski kontakt) się mnie wstydzi i robią mi wyrzuty, że nic nie robię ze swoim życiem. Tymczasem fakty są takie: w wieku 18 lat ledwo zdałem maturę (rok wcześniej poszedłem do szkoły) i podjąłem pracę. Obecnie mam 24 lata i od 6 lat pracuję, w tym od 4 na umowę o pracę. Jestem na ochronie. Zaczynałem od centrów handlowych, obiektów biurowych, ale udało mi się złapać okazję i od ponad 2 lat jestem na cieciówce. Mam spokój, ciszę, zarabiam sporo jak na te możliwości, bo ponad 6000 na rękę (dużo godzin + PIT 0%). Jestem introwertykiem, bardzo nieśmiałym, spokojnym, zero dynaminy, na pograniczu fobii społecznej. A mimo to od pełnoletniości pracuję, zarabiam, oddaję rodzicom połowę kasy na koszty utrzymania. A oni się mnie czepiają, ja chcę tylko świętego spokoju. Czemu rodzina nie potrafi docenić kogoś takiego, jak ja. Nie jestem balstem, nie jestem obciążeniem, po prostu chcę żyć po swojemu, z dala od wyścigu szczurów i tego całego normickiego syfu...#przegryw

