Mam 4 dyszki na karku i problem z niską samooceną, przez co jestem bezrobotny i robię fuchy za pół darmo.Kasę na życie pożyczam od matki, mieszkam u siostry (żona już mnie wywaliła z domu). Niestety, nie mogę robić fizycznie na pełny etat, bo mam chore stawy. Po 4 h fizycznej pracy ból nie pozwala stać i chodzić.Ostatnio lepiej się czułem i wziąłem fuchę: wymiana pompy hydroforu w domu jednorodzinnym, z dojazdem 30 km - utarg 100 zł.Właśnie siedzę i robię za kogoś na linuchowe zadania - robię wirtualizację, bazy danych, instaluję jakieś specjalistyczne, nie wspierane już utyliszcza... już chyba z 10 godzin nad tym spędziłem, a umówiliśmy się na 150 zł. Jak sobie przypomnę, ze moi koledzy koszą po ponad 100 zł/h netto b2b, to mam ochotę się upić... Albo odpalić udemy i zrobić jakiś kolejny nic nie znaczący kurs... Sam dyplom inżyniera w IT nic nie znaczy - tak samo jak kursy na udemy :-[Jak to leczyć? Nawet nie mam kasy na terapię. Cały czas wydaje mi się, że nic nie umiem, że jestem wart 20zł/h, i - co najgłupsze - jak zarobię wiecej niż minimalna, to ktoś mnie zaraz okradnie (nawet nie wiem niby w jaki sposób).#przegrywpo30tce #frajer #anonimowemirkowyznania

