Mirki taka sytuacja. Jestem z kobietą w relacji od roku, ona kupuje mieszkanie do remontu. Ja się tym zajmuje zawodowo więc proponuję że zrobię jej remont za jakąś tam stałą kwotę miesięczną w formie wypłaty. Generalnie to kwota 1/3 ceny rynkowej remontu no ale to "dla mojej myszki i jej córki" no i zwykła chęć pomocy z mojej strony, i dodatkowo oczy zamydlone różnymi obiecankami.Na początku przed remontem jak pytała ile zajmie remont rzuciłem niezobowiązująco (tak mi się wtedy wydawało) że myślę że coś koło 4 miesięcy. To był remont generalny, łącznie z pruciem instalacji elektrycznej, jakieś wyburzenia przenoszenie instalacji od kuchnie z pomieszczenia do drugiego i wiele więcej. Dodatkowo mnóstwo rzeczy wyszło w trakcie, dużo rzeczy się pozmieniało, kilka awarii sprzętu skończonych w serwisie i w sumie remont zajął 5 miesięcy. Robiłem wszystko sam. Pani gdy mijały 4 miesiące oznajmiła mi że na początku powiedziałem 4 miesiące i ona mi płaci za 4 miesiące a dalej już mi nie zapłaci i tak też było. Nie, niestety nie jebnąłem tego wszystkiego i skończyłem remont pracując miesiąc można powiedzieć za darmo.Pani to prawdopodobnie narcyzka która manipulowała, krytykowała mnie na każdym kroku, wytykała że brudno jest na remoncie a jednocześnie ciągle cisnęła że zaraz mija termin który podałem tj 4 miesiące. Zrobiła mi wodę z mózgu do tego stopnia że nie byłem w stanie zauważyć jaki brak szacunku mi okazuje przez takie coś l zachowanie. Czy takie coś gdy ktoś wie że ma cię w garści i wie że i tak zrobisz/dokończysz (naiwny głupi chuj byłem któremu zależało) można nazwać znęcaniem się finansowym?#zwiazki

