cześć, tu autorka tego wpisu ( https://wykop.pl/wpis/79688061/obserwuj-mirkoanonim-mirki-pomozcie-mi-rozstrzygna ), który wywołał dużą dyskusję, nie spodziewałam się. Wołam @bn1776 (chciał, żeby dać znać).#zwiazkiOd tamtego wpisu minęło ok 1,5 tygodnia, byliśmy już na dwóch spotkaniach u terapeutki. W komentarzach pod tamtym wpisem pisałam, że sytuacja z posta była bardzo wyjątkowa i na codzień się tak nie zachowuje. Jednak przyznaję, że się myliłam, zaczęłam zauważać więcej rzeczy, a od tych prawie 2 tygodni daje mi 100 powodów, żeby odejść, ale najbardziej mnie rozjebał przed 2 spotkaniem.Otóż wyobraźcie sobie, że na początku listopada zalał mi laptopa. Ale wyjaśnię dokładnie jak to wyglądało, żebyście sami mogli ocenić. Kilka faktów:-mój lapek leżał już od wielu dni na podłodze obok biurka (biurko mam małe, nazbierało się rzeczy i nie miałam miejsca)-chłop robił pranie i zawiesił na suszarce, która znajduje się jakieś 2-3 metry od lapka, pranie które jak potem przyznał było "dziwnie ciężkie" (czyli nieodwirowane)-woda zaczęła skapywać, dopłynęła do lapka (podłoga jest troche krzywa) i przestał działać. W miarę szybko się zorientowałam, bo siedziałam obok (praca zdalna), ale i tak było za późno-stwierdził, że to jego wina, bierze lapka do serwisuLaptop w serwisie był do połowy stycznia (!), ja co tydzień, dwa dopominałam się, żeby zadzwonił do serwisu spytać jak sprawa wygląda. W końcu eureka, parę dni temu lapek do odbioru, jest koło godziny 12, terapeutkę mamy o 17. Wrócił z lapkiem - bez baterii. To powiedziałam, żeby szedł zapytać jeszcze raz (serwis jest może 300m dalej) czy nie zostawili. Byłam na 99% pewna, że oddałam mu lapka z baterią, on nie był wcale pewny, nie widział co oddaje, stwierdził, żebym se sama za tą baterią chodziła. Powiedziałam, że jakbym ja komuś coś zepsuła, to bym od początku do końca się tym zaopiekowała, bo to byłaby moja wina, więc on niech idzie spytać o tą baterię. Nagle z dupy zaczął krzyczeć, że ja mam se to załatwić, bo on już 2 miesiące się z nimi kontaktował, zaniósł i zapłacił 3 stówy. Wkurzyłam się, zaczęłam szukać jeszcze po mieszkaniu tej baterii, bo może jednak dałam bez. Kilkanaście minut później dzwoni serwis - mają baterię xd poszedł, przyniósł, bez żadnego "przepraszam", albo "pocałuj mnie w dupę" za to krzyczenie na mnie.Idziemy do terapeutki, on przytacza tą sytuację w kontekście, że to ja jestem ta zła. Opowiada, wszystko się zgadza, oprócz tego, że na mnie krzyczał, ja dopowiedziałam. Terapeutka go zapytała: "czy wiesz, dlaczego Y wymagała, żebyś się tym zajął do końca?" On: "nie wiem.. bo chciała mnie ukarać?" XD terapeutka: "nie, chciała, żebyś wziął odpowiedzialność".Zaczęła mu gadać o odpowiedzialności itp. Potem doszliśmy do tych krzyków na mnie, to stwierdził: "no, jak nie dociera" (w rozumieniu: jak nie dociera, to trzeba krzykiem).Wróciliśmy do domu, najlepsze, że on udaje po wszystkich takich akcjach jakby nic się nie stało. Wieczorem zagaduje "jak tam?", mówię, że wciąż mi źle po tej sytuacji. Zaczynamy o tym znów rozmawiać i zaczyna się festiwal zwalania winy na mnie xD "a bo nie powinnam tam kłaść lapka", "a bo wiedziałam, że on wiesza mokre pranie, to moja wina, że mu nie powiedziałam", "przecież mamy psa, równie dobrze mógł na niego nasikać i zalać" XDD Wciąż twierdził, że chciałam go ukarać, więc gadka terapeutki na nic się zdała, nie ma żadnego zastanowienia nad sobą. Potem dowiedziałam się, że moja moralność jest do dupy, bo, uwaga, to nie bait XD, zamówiłam kiedyś (jakieś 2-3 miesiące temu) buty na allegro z darmowym zwrotem, a potem je odesłałam, bo buty ciut za duże, więc zmarnowałam czas kuriera, no i w ogóle nie szanuję czasu innych XDDDDDDDDD ja nie wierzyłam w to co mówi. Potem stwierdził, że ma propozycję do odrzucenia: "rozstańmy się". Stwierdziłam, że "ok, przemyślę to i dam odpowiedź, do kiedy mam ci dać znać?". Ustaliliśmy, że miesiąc do namyślenia, czyli do połowy lutego.Potem zaczął mi na fejsie wysyłać jakieś screeny i rolki z insta odnośnie toksycznych związków i narcyzów (jak mniemam uważa, że to o mnie i powinnam się nad sobą zastanowić).Wynajmujemy mieszkanie razem do końca marca, kończy się umowa i się ewakuuję. To nie jest tego warte. Najlepsze jest to, że na następny dzień po tej rozmowie już było jakby nic się nie stało, a nawet lepiej. Wróciłam ze spaceru z psem: zakupy zrobione, obiad się robi, kupił mi jakieś słodycze itp. Czuję się jak na rollercoasterze, wysiadam.

