Ehhh… nie wchodząc zbyt bardzo w szczegóły to: „me życie się rozpada”.Jestem na wykopie dobrych kilka(naście?) lat. Wg. Dzisiejszej terminologii jestem oski. Tylko już 4ka z przodu na levelu się zbliża, więc chyba bardziej jestem Olgierd niż Oski.Mam żonę. Dzieci. Dobrą prace. Służbowego merola. Hajs służbowy na paliwo. Dom w dużym mieście wojewódzkim. Niczego sobie nie odmawiam w skrócie ale nie o to tu… Cieszę się z tego co mam bo wiem jak wiele osiągnąłem wyrzeczeniami, jedzeniem gówno żarcia na studiach, pracą u niemca po 12h za czasów studenckich na fabryce czy nosząc cegły. Napierdzielaniem laborek za całą grupę (trochę się zarobiło :) ) gdy wszyscy na juwenaliach tańcowali.. Europę na stopa zwiedziłem za psie pieniądze wtedy - piękny czas. Niewiele było - a życia w życiu było wiele.Tylko kurczę od pewnego czasu - jak wyżej „życie mi trochę doskwiera”: żona narzeka.Moja żona :::A Anka w Abu Żabi z Frankiem była - a my co?A Pati z Dawidem do Peru lecą na machu pikczu. A my kiedy?A Magda z Maćkiem to do Tajlandii teraz lecą. Może my też?A Aśka u mnie z pracy, to teraz do Barcelony poleciała na tydzień - może też polecimy?Oo! Hania odemnie z firmy to na Madagaskar teraz poleciała. Fajna pogoda była - lećmy!Mnie takie rzeczy nie kręcą. Tzn. Czuję że te wszystkie wycieczki znajomych takie są „na pokaz - na siłę”. Wszyscy Ci znajomi nie mają dzisci.Próbuje to mojej małżonce wyjaśnić że … nam ciężko „znaleźć wolny tydzień - bo…. Mamy dzieci którymi ktoś musi się zająć jak chce lecieć we 2”.. ale „Nie”… „No bo Ty zawsze moje marzenia torpedujesz”. „Ty mnie nie rozumiesz”. Kilka miesięcy temu mieliśmy z żoną randkę we dwoje! Dzieci u dziadków! Dzida na miasto!!!Ja szczęśliwy jak dziecko w sklepie z zabawkami!Ona: „zobaczę co dziewczyny robią / napisze na messengerze czy na mieście są….. to może do nas dołączą”….Powiedziałem jej potem że mnie to trochę „zabolało”- „ojej! Hehe! Jak to! To tylko moje znajome. hehe!”Miesiąc po tym zajściu mieliśmy następną „randka we dwoje” (dogadałem się z moimi rodzicami - w ch*j ich kocham za wsparcie - poprosiłem żeby moje dzieci raz w miesiącu na weekend brali bo chcemy „z żoną nad relacjami pracować”… i luz… moja mama to by wnuki co weekend chciała <jakby mogła to codziennie - ale jeszcze emerytury nie ma XD> - czego o teściach nie można powiedzieć - w życiu dzieci tyle razy nie chcieli pod opiekę bo „myśmy się już nawychowywali” ….).No i druga randka. Mieliśmy na miasto iść ale trochę pogoda zawaliła. O to akurat jedna z jej koleżanek zaproponowała „domówkę”.Ok. Ja dzieci 200km zawiozłem do moich rodziców i przyjechałem do znajomych mojej żony z trasy przed północą. Nikt dzieci nie ma wśród znajomych mojej żony.Ja przyjechałem szczęśliwy - opowiadam jak dzieci z dziadkami się przywitały. Że babcia pizzę będzie robić ale bez oliwek bo córa nie lubi a syn to mięsko by chciał.A moja żoneczka ze ona to dzieci nikomu nie poleca….Mnie z butów wystrzeliło…Przyznaje jej w dyskusji część racji że różowo zawsze nie jest - ale jednak…. Jest za co życiu dziękować: bo zdrowe i… są… (jedno dziecko/ciąże kiedyś straciliśmy… ale.. nie chce o tym pisać…).Ale moja małżonka przy znajomych mnie torpeduje „że Ty to nic nie wiesz” „one cały czas coś ku..a chcą”Dyskusja zamienia się w … w zasadzie wojnę słowną pomiędzy mną a moją żoną…Ja jej już troche na odczep się mówię że „chociaż na starość ci będzie miał kto szklane wody podać”… ona: „nikt ci tej szklanki wody na starość nie poda - zresztą co to za argument! Ja chce w domu starców umrzeć”Towarzystwo było pod wpływem (ja byłem kierowcą) więc dyplomatycznie zakończyłem wątek dzieci. Żartem jakimś rzuciłem na rozładowanie emocji. I… jakoś zakończyliśmy tą żenadę. Chociaż wieczór był już do końca „kwaśny”.Od pewnego czasu już żona przestała ze mną rozmawiać. Cały czas jest „zmęczona” i „nie wyspana” i ja jej „nie rozumiem”.Kilka dni temu z koleżankami na mieście chciał się spotkać. No to poszła… ja z dziećmi zostałem w domu. Zauważyłem że zostawiła w domu obrączkę …Zapytana o to zdenerwowała się i powiedział „że się śpieszyła”. No i potem w sumie wojnę zrobiła że jej nie odpisałem na messengerze (gdzie usypiałem dzieci w tym czasie!!!).Ja już trochę wątpię w swoje życie. Chce tylko wychować dzieci w „spokojnej rodzinnej atmosferze”. Ale jej nie ma od pewnego czasu.Nie wiem co o tym wszystkim myśleć.W sumie .. nie wiem po co to pisze.. Czy ja to #przegryw

