Cześć! Dobrnąłem do momentu, gdy przestałem wierzyć w swój biznes i (chyba) się wypalilem.Prowadzę firmę handlową w branży rolnej. Nie produkuje, nie mam „swoich” produktów. Mam kilka marek w mniejszej lub większej wyłączności i oferuje je Klientom.Zatrudniam kilkanaście osób, mam 4 sklepy stacjonarne i handlowców w terenie. Naszym Klientem są małe i średnie gospodarstwa rolne. Przez sytuację na rynku ostatnie lata były trudne- obroty i zysk zaczęły spadać, a koszty zaczęły rosnąć. Absolutnie nie jest tak, że już jesteśmy pod kreską, ale na horyzoncie nie widzę perspektywy żeby miało się cokolwiek poprawić. Zresztą nawet jeżeli cudownie coś by się odmieniło, to specyfika tej branży, abstrakcyjnie niskie marże i kiepski przepływ płatności zaczęły mnie wręcz obrzydzać.Wychodząc temu na przeciw, z jakimś kapitałem zaczynam szukać alternatyw. Pomijając obiekty handlowe, dysponuje bazą magazynową z łączną powierzchnią budynków ponad 2000 m2 dużych otwartych przestrzeni, które mógłbym przeznaczyć np. na produkcję. Ktoś zmagał się z podobnym tematem przebranżowienia? Ktoś anonimowo-internetowo pochwali się kierunkiem który daje przestrzeń do rozwoju? Niestety grono znajomych działających w innych tematach też strasznie narzeka i zacząłem się zastanawiać czy wszędzie panuje taki marazm. #rolnictwo #handel #branzarolna #firma #biznes

