Rodzina nie daje mi prawa do żalu. Musiałam spędzać święta z człowiekiem, który mnie skrzywdził (nie zgwałcił), ale ale… Każdy na początku był w szoku, a później przeszli z tym do porządku dziennego. Pojawiały się nawet żarty na ten temat. Miałam 11 lat, a on koło 30 i był mężem mojej ciotki. Wybrali ją, tak odczuwam. Krótko po wyznaniu mi miłości i akcji z domownikami, którzy jakkolwiek stanęli w mojej obronie… zapłodnił ciotkę. To było celowe. Ciotka jak słonica chodziła w ciąży 12 miesięcy. Do owocu ich miłości muszę mówić siostro i udawać. Dziecko niczemu niewinne jasne, jednak.. Rozmawiałam nawet z ciotką, tak otwarcie i szczerze. Wszystko było w porządku. Nie uroniła nade mną łzy, ale co się dziwić. Jej córka jest w wieku, w którym ja byłam wtedy. Rozpłakała się dopiero po własnych słowach „gdyby on kiedykolwiek nawet powiedział coś *imię mojej siostry* to bym go zabiła. Typ się wszystkiego wyparł przed sądem, a po ośmiu latach napisał, że „nadal mnie kocha, kocha jak córkę i pragnie jak kochankę”. Typ z aparycji jest tak odpychający. I miałam 11 lat. Nie ma kontaktu z własnymi dziećmi, ale dla mnie chce być ojcem i przy okazji zaliczyć. Kiedyś pod postem na fb z udostępnioną zbiórką napisał mi „zostało w Tobie coś jeszcze z dobrego człowieka”. I się mylił, nie zostało nic takiego. Od zdarzenia minęło 12 lat. We mnie to nadal siedzi. Czy byłabym dobrym człowiekiem, jakbym wtedy odwzajemniła jego uczucia? #wyznanie

