Deszcz bębnił o parapet mojego bunkra pełnego gipsokartonowych boksów z taką samą monotonią, z jaką Timex T80 na moim nadgarstku wybijał kolejne minuty dobiegającego czterdziestki życia. 18:00. Piskliwe biip przeszyło ciszę jak igła gramofonowa szorująca po pękniętej płycie. Spojrzałem na monitor – jedyne okno na świat, który dawno przestał mieć sens. 60Hz. Czysty, surowy obraz, bez zbędnych klatek, które tylko mącą umysł.Wspominałem stare czasy. Wtedy dane miały swoją wagę, a programowanie było jak walka na noże w ciemnej alejce. W QBasicu nie bawiłeś się w rysowanie – ty preparowałeś…


