Jestem po 30, nie mam chłopaka, mieszkam z rodzicami i nie zapowiada się, by to miało się zmienić. Przyczyniła się do tego moja niezaradność życiową i bojaźliwość. Pracę zawsze za minimalną krajową, a z tego nie da się odłożyć na własne mieszkanie, kredytu też nie dostanę. Moja rodzina to można powiedzieć dobry dom, nie ma patologii, religijni, na zewnątrz wszystko ok, ale nie do końca. Rodzeństwo wyprowadziło się dawno temu. Relacje z tatą mam dobre, bo to stabilny i mądry człowiek, za to mama jest jego przeciwieństwem i trzeba chodzić koło niej na palcach, potrafi się drżeć na mnie o nic, jak ma zły humor. Taki ma charakter i nic tego nie zmieni, czasem nawet myślę, że ona mnie nie lubi. Trochę rozumiem, bo rodzice chcieliby już mieć pewnie spokój i mieszkać sami, a niezaradne dziecko to obciach. Napiszę szczerze, że nie mam nadziei i siły na usamodzielnienie się, dopadła mnie już dawno depresja i boję się myśleć co będzie w przyszłości.