Kryzys w związku po ponad roku. Dużo uczuć wygasło, chęć na bliskość też. Psychiczną i fizyczną, unikam tego kontaktu bo czuję, że nic mi nie daje... Ostatecznie dobiło mnie jak partner powiedział, że "zwykły seks" to dla niego nic takiego i jakoś szczególnie go nie podnieca. To podcięło mi skrzydła w tej sferze życia i nie chce mi się więcej.Po wspólnym zamieszkaniu widzę, że większość obowiązków spadła na mnie. Jestem tym przytłoczona bo jestem bardziej zorganizowana i niektóre rzeczy robię odruchowo ale za dużo tego jest na mnie (mówiłam, coś robił ale to nawet nie było 20% tego co ja...).Jak nie zrobię zakupów to jemu się o tym przypomina dopiero kiedy lodówka świeci pustkami. Wniosek? Muszę o wieku rzeczach myśleć do przodu.Uciekam myślami od tego, złapałam się nad tym że dopiero jak jestem sama to odpoczywam bo przy nim czuję dziwną presję, nie do końca jestem wyluzowana. Pomimo tego, że niewątpliwie ma dużo zalet to czuję się z nim źle. Było trochę takich pierdół które zebrały się razem i przeważyły w moim odczuciu.Poza tym odczuwam lęk przed mówieniem, pełnym otwarciem się. Widziałam jak ocenia niektóre rzeczy i to budzi we mnie strach. Często zanim coś powiem dużo analizuje i kończy się tak, że nie mówię nic (nie miałam tak wcześniej w bliskich znajomościach).Dużo myśli kłębi się w mojej głowie i najbardziej mam ochotę uciec z tego związku i odpoczywać sama.Czasami myślę, że jak go nie ma obok to jakby ktoś zdjął ze mnie klatkę i w końcu mogę nabrać pełny oddech.Co robić? Jestem rozbita i to bardzo...#zwiazki

