Przez ostatnie dni jest grzany temat aut które wjeżdżają na przejazdy kolejowe, gdy rogatki opadają. Mogę tylko powiedzieć, że ja jako kierowca, który często i regularnie jeździ przez różne przejazdy kolejowe, nie dziwię się takim sytuacjom. Mogę powiedzieć, na swoim przykładzie, gdy już zbliżam się do przejazdu, mam pierwsze znaki informacyjne: 300 metrow, 200 metrów i 100 metrów do przejazdu to odpowiednio wytracam prędkość i nawet jak sa rogatki podniesione, nie świeci się czerwone światło, to zatrzymuje się i rozglądam się lewo, prawo i dopiero przejeżdżam przejazd. Naprawdę, zajmuje mi to kilka sekund a auta które jadą za mną dostają nagle małpiego rozumu. Ile razy byłam otrabiona, mrugali na mnie światłami, a jakiś koleś wykrzykiwał z auta, z naprzeciwka, wychylił się w moją stronę, że stwarzam zagrożenie w ruchu drogowym. Mówię to serio. Widziałam nagranie z autobusu MPK Łódź, tak zgadzam się żeby wyhamować pojazd przed czerwonym światłem, musiałby iść po hantlach, ludzie by poupadali w pojeździe. No ale ja się zapytuje, dlaczego nie wytracił choć część prędkości przed przejazdem, dlaczego z taką prędkością wjeżdżał na przejazd. A co do wylamywaniu rogatek, gdy ktoś już stoi faktycznie na tym przejeździe, to nie chce mi się komentować, dlaczego tego ludzie nie robią. Naprawdę boją się o auto, bo się porysuje? #pociąg #rogatki

