Chcieliśmy obejrzeć dom. Jak zwykle oferta przez biuro nieruchomości, więc na starcie podpisana umowa i oczywiście prowizja od obu stron. Dom nam się spodobał i chcieliśmy go kupić. Niestety negocjacje prowadzone przez biuro były nieskuteczne (tak w skrócie chcieliśmy niższą cenę ze względu na kilka usterek, na które nam zwrócił uwagę specjalista od odbiorów lokali, którego ściągnęliśmy na oględziny). A właściciele (podobno) nie chcieli zejść poniżej jakiejś tam kwoty. Negocjacje trwały kllka tygodni, ale nic z nich nie wynikło. Właściciel na tyle się wkurzył współpracą z biurem, że wypowiedział umowę z biurem. Po miesiącu znaleźliśmy ten sam dom, ale wystawiony już bezpośrednio. Ponieważ nadal mamy ważną umowę z biurem (mają prawo do prowizji nawet rok po zakończeniu), to w sumie nie wiedzieliśmy czy w ogóle dzwonić.Zadzwoniliśmy, okazało się, że właściciele nie wiedzieli o usterkach, które zgłosiliśmy i generalnie ten przepływ informacji był dość słaby.Wygląda na to, że uda nam się dogadać. I teraz niby mamy zapłacić prowizję w przypadku doprowadzenia do zawarcia umowy kupna-sprzedaży, tylko, że biuro nie pomogło nam dopiąć tej umowy. Są wyroki sądów, które każą płacić prowizję, bo pośrednik skojarzył klienta z właścicielem, ale oczywiście cebula motzno, więc zastanawiamy się czy tym chu*kom się należy ta kasa, skoro jedyne co zrobili to otworzyli drzwi i w watpliwy sposób prowadzili niby "negocjacje". Jakby miał ktoś do polecenia jakiegoś prawnika z #lodz to dajcie znać.Dodaje święty tag #nieruchomosci (mam nadzieję, ze mick wybaczy) i #prawo

