Całe życie żyłem w przeświadczeniu, że lepiej kupić samochód lekko używany, tak 2-5 lat akurat po leasingu i pierwszym mocnym strzale amortyzacji, mało jeżdżone, ale względnie nowe, każdy wąsacz w rodzinie mi mówił, że po wyjeździe z salonu to od razu auto traci 20% wartości, a w 3 lata to cena przez pół.Tymczasem patrząc na całkowity koszt posiadania, przy założeniu leasingu (korzystniejszy na nówki), rabatu, odliczeniach podatkowych na firmę okazuje się, że używka z 4-5 lat z analogicznym wyposażeniem to moze wyjdzie z 15% taniej za przejechany kilometr, ale gwarancji za to zostało 2 lata z 7, plastiki porysowane i zawsze większe ryzyko niż nowe.Rynek śledzę od kilku miesięcy, otomoto, autoplac, grupy na fejsbuku, fora więc piszemy tutaj o cenach transakcyjnych, patrzę na japońskie, bo używany chińczyk czy coś tam ze stajni stellantisa na 1.2 to faktycznie leci na łeb na szyję.Czy to się jakoś pozmieniało po covidzie czy ludzie porównywali ceny katalogowe od firmy z tym co po kilku latach ktoś wystawiał jako osoba prywatna, co trochę nie ma sensu?Czy taka używka opłaca się tylko jak się trafi na jakąś super okazję czy ja tutaj czegoś nie widzę?#motoryzacja #samochody

