Jak podchodzicie do sprawy różnic, może nawet dużych różnic, w zarobkach w związku? Jak układacie udział, jak planujecie przyszłość i ewentualne kredyty albo wakacje?Kontekst:Zarabiam dość sporo jak na nasze warunki (okolice 30k obecnie), z dziewczyną mieszkamy w moim mieszkaniu. Większość opłat jest po mojej stronie, dokładamy się do jedzenia po 50%. Raczej się dogadujemy, więc to nie chodzi o to żeby się rozejść - poza tym - nie chcę, a reszta kosztów nie jest jakoś kosmicznie wyższa niż gdy mieszkałem sam.No ale wspólne życie to też zakupy ubrań, czasami czegoś do mieszkania (teraz jest tak że do mieszkania ja płacę za rzeczy/meble, bo mieszkanie jest moje), wyjazdy na wakacje albo gdzieś na weekend i tego typu rzeczy.Planujemy w przyszłości zbudować/kupić dom z działką, żebyśmy mogli założyć rodzinę. Nie będzie łatwo, bo prawdopodobnie większość (zdecydowaną) będę musiał sfinansować sam.To już nie te czasy żeby mówić o mezaliansach, no ale sami pewnie się domyślacie, że mam wątpliwości z tyłu głowy.Z jednej strony chciałbym móc zwiedzać z nią świat, z drugiej strony nie bardzo widzi mi się utrzymywać ją jak dziecko. Z jeszcze innej strony - ona jest dość asertywna w tej kwestii i nie chce/wstydzi się albo nie lubi, kiedy cokolwiek jej finansuję.Póki co perspektyw na to, żeby chociaż do tych 8-10k w zarobkach dobiła, a przynajmniej w ciągu najbliższych kilku lat - nie ma.Jak podeszlibyście do takiego, jakby nie patrzeć, rozwarstwienia? Jaki podział obowiązków w domu stosujecie?Fajnie byłoby poznać też perspektywę #rozowepaski albo osób ze związków z podobnymi 'problemami'.

