Mirki proszę o pomoc. Od kilku lat spokojnie inwestuję długoterminowo więc rzadko coś sprzedaję. Moja różowa jest bardzo negatywnie nastawiona do naszego kasyna bo woli mieć pieniądze na koncie niż papier więc co jakiś czas interesuje się czy aby nie było tego mitycznego krachu ( ͡° ͜ʖ ͡°). Dlatego też co roku robiłem drobne sprzedaże żeby na PIT był jakiś tam podatek i zielono na rachunku. Władowałem się w jednego śmieciucha i miałem go dość więc go sprzedałem. Przepalił mi 900 zł. Z góry mówię, że liczyłem się z stratą, a kwota zupełnie mnie nie boli. Problem mam taki, że muszę najpóźniej do końca roku wykazać zysk na szczurze bo mi różowa łeb utnie ( ͡° ͜ʖ ͡°) I tu moje pytanie - jak to ugryźć? Sprzedać np. część aktywów po mocniejszym wybiciu - poczekać, aż delikatnie spadną, odkupić i niech sobie rośnie dalej. Może szukać jakiś spółek, których wyniki mogą podbić kurs coś jak wczoraj szczur albo sandisk? Chodzi tylko o księgowy zysk bo jak się nakręci to krach będzie mocniejszy niż na srebrze. #gielda

