Ten wpis to efekt tego, że trafiłem na ten [https://wykop.pl/link/8002181/niemal-2-mezczyzn-co-minute-odbiera-sobie-zycie](wątek) i pomyślałem, że to przecież o mnie.Mam 40 lat i zero powodów by kontynuować to piekło zwane życiem. Powód? Samotność.Czy zdajecie sobie sprawę z tego, co robi z człowiekiem 10 lat samotności? Dziesięć lat samotnych weekendów, dziesięć lat samotnych Majówek, dziesięć lat samotnych Walentynek, Sylwestrów, wakacji itd. Jasne, czasem zdarzało się jakieś wyjście. Raz nawet ktoś zaprosił mnie na Sylwestra. Najczęściej jednak spędzam czas sam.Przyjaciele? Brak. Miałem jednego, którego znałem niemal przez całe swoje życie i któremu pomogłem jak był w dołku. Pożyczyłem pieniądze i po prostu zniknął. Drugi z kolei, gdy był nieco bardziej wstawiony sam z siebie oświadczył, że nie jesteśmy przyjaciółmi tylko "dobrymi ziomkami". Przyznam, że totalnie mnie to ścięło, bo nigdy niczego nie odwaliłem i zawsze go wspierałem. Pomagałem mu przy remontach, przeprowadzkach, gdy trzeba było kogoś gdzieś zawieźć itd. nie oczekując nic w zamian. Zresztą ten "dobry ziomek" wiedząc o tym jak bardzo doskwiera mi samotność, potrafił mi wysłać zdjęcia, żeby pokazać jakie przebranie ma na imprezę Halloween na którą się właśnie wybierał ze swoją żoną. Oczywiście propozycji wspólnej zabawy nie otrzymałem, ale gdy np. potrzebował pomocy w odgruzowaniu piwnicy, to już inna historia.Kobiety? Do trzydziestki nie miałem z tym problemu. Spotykałem się z naprawdę fajnymi dziewczynami. Potem przeszedłem trudne rozstanie z którego się leczyłem przez kilka lat, więc porzuciłem ten temat na jakiś czas.Od pięciu lat próbuję kogoś znaleźć. Chodziłem na kursy językowe, improwizację, ściankę, squash, parkrun, rysunek, siłownię i jogę. Nie były to pojedyncze wyjścia. Wiedziałem, że poznawanie ludzi wymaga czasu, więc na każde z tych zajęć chodziłem miesiącami.Jedynym efektem tego są "messengerowi znajomi". Bo wiecie, tak żeby pogadać, pośmiać się na zajęciach, to spoko ale coś poza? Powodzenia. Wychodziłem z propozycjami, ale ludzie mają swoje rodziny i swój krąg znajomych i nie będą poświęcać swojego wolnego czasu na ludzi z zajęć.Nota bene moi znajomi, również się zmienili w tych messengerowych. Dla mnie nigdy nie mają czasu, choć razem wyjeżdżają i spotykają się, bo mają dzieciaki. Rozumiem, jak to działa., ale nie zmienia to jednak mojej sytuacji.Tu dodam, że wydaje mi się, że jestem raczej lubianą osobą. Nie jestem mrukiem, ani introwertykiem. Nawet bym powiedział, że przyciągam ludzi, bo zakładam maskę mega pozytywnego gościa, trochę śmieszka. Byłem w tym roku po raz pierwszy na szybkich randkach i miałem wynik 10/10 tzn. na dziesięć wybranych przeze mnie dziewczyn, dziesięć wybrało również mnie. Jedna z dziewczyn powiedziała wprost, że emanuje bardzo pozytywną energią i wyróżniam się na tle innych gości, bo nie przeprowadzałem z nimi rozmowy kwalifikacyjnej. Ostatecznie udało się umówić z dwoma, ale i tak nie pykło bo nie było chemii. Nie mam też własnego mieszkania. Miałem je kupić na początku roku, ale w kwietniu mnie zwolnili. Dopiero teraz dostałem zaproszenie na rozmowę o pracę. Rozmowa jest jutro, ale nawet się nie przygotowuję. W sumie nie ma po co, bo już nie widzę żadnego sensu.Co do psychiatry i psychoterapii, to sam psychiatra po całej masie różnych leków jakie brałem, powiedział że nie jest mi w stanie pomóc, bo nie ma tabletki na samotność i trudno się z nim nie zgodzić. Psychoterapeuci - a byłem u kilku na przestrzeni lat - również rozkładali ręce, bo chyba mało kto miał z nich pacjenta, który faktycznie ruszył dupę i naprawdę próbował.Najgorsze jest to, że nikt nie traktuje mnie poważnie. Kiedy wygadałem się kumplowi -oczywiście na Messengerze - usłyszałem, że mam zajebiście i inni faceci mogliby mi tylko zazdrościć. Singiel bez zobowiązań. Marzenie.Szkoda tylko, że nie moje. Ja chciałem założyć rodzinę.Na terapii usłyszałem, że skoro pracuję w IT, to pewnie jestem typem samotnika, więc przesadzam. Inna terapeutka wesoło oznajmiła, że poznała męża na OLX, dlatego to niemożliwe, żebym ja nie mógł nikogo znaleźć.Więc to tyle. Nie mam nikogo, nie mam pracy, nie mam domu. Zrozumienia i wsparcia również. Starałem się i tego nie można mi odmówić, ale dotarłem do ściany. Próbowałem naprawdę wszystkiego. Czuję się jakbym odbywał jakąś karę, tylko nie wiem nawet za co. I niby po co mam żyć? Żeby dalej tkwić w tej pierdolonej samotności? Mam spędzić kolejnego Sylwestra sam w nadziei, że kolejny rok będzie lepszy? Już w to nie wierze. Nie po takim czasie.#depresja #samotnosc

