Zaczyna mnie przerastać życie i mijający czas, uważam że pewne decyzje podjąłem za wolno albo źle, mam wrażenie że jestem bardziej ofiarą systemu niż beneficjentem. Parę lat temu po rozstaniu z partnerką (w sumie to mnie po prostu zostawiła po 4 letnim związku) myślałem że jestem jeszcze młody, ambitny i wiele przede mną, ale to ona za moment wychodzi za mąż, ma dom a ja mieszkam ze starymi, w wolne ciepłe dni nie mam do kogo szczeknąć, hobby w pewnym momencie jest monotonne i nudne więc ileż można, a znajomi wokół nie za bardzo chcą aktywniej spędzać czas wolny. Niby mam spore oszczędności, wolność finansową, super pracę, wykształcenie, ambicje, mogę mieć co chce jak na to zapracuje ale boję się zrobić większy krok na przód i realizować marzenie czyli znaleźć swoje 4 ściany i kochającą drugą osobę, bo nic więcej na obecną chwilę mi nie potrzeba. Może ktoś był w podobnej sytuacji i znalazł cos, co go wyciągnęło.Napisałem ten trashtalk i mi lepiej.Mam depresję i nerwice, lvl26#przegryw

