Bezdzietni dyletanci nie zrozumieją.- Tatusiu! Głodna jestem. - Ok, a co byś zjadła? - pytam i wiem, że właśnie otworzyłem bramę piekła. ZuZła oczy robią się wielkie, jak złotówki. I zaczyna myśleć. I myśli.I myśli. I myśli. W jej menu istnienie tylko... Raz, dwa, trzy... Pięć! Pięć niezbyt skomplikowanych, nie wymagających kreatywności dań. Pięć dań, które praktycznie zamieniają się codziennie porą jedzenia. Czasem jedno przeskakuje na kolejny dzień i ten jedzeniowy wąż uruborosa cały czas tkwi w układzie zamkniętym, który nie znosi żadnych, nawet niewielkich zmian. Ale ona ma problem z wymyśleniem, co ona chce zjeść. Więc myśli.Myśli nadal.- To może tosta z serem? - podpytuję z mocną sugestią, co mogłaby zjeść. - Nie. - Zupka z makaronem? - Mmmmmm, nie. - Jogurt z płatkami czekoladowymi , kawałkami czekoladek? - sięgam po wydawałoby się broń ostateczną, bo czekoladki. - Nie. - To może paróweczki? - Też nie. - No to co Ty dziecko w końcu chcesz? - powoli tracę cierpliwość. ZuZło myśli.I myśli. I myśli.I myśli.I wymyśliła. - Tosta z serem i keczupem - oznajmia z pełną powagą.- Przecież proponowałem ci to na samym początku! - już wpadam w mocne zdenerwowanie. - Nie - odpowiada niesamowicie spokojnie ZuZło. - Ty powiedziałeś "tosty z serem" a ja chcę tosty z serem i keczupem, a nie tosty z serem - dodaje z uśmiechem. Gdybym był trupem to właśnie zmartwychwstałym tylko po to, żeby się zabić ponownie.#rodzicielstwo #tacierzynstwo

