#związki #przegryw #rozstanieKrótko o mnie : dda, alkus(trzeźwy od 6lat), nerwica lękowa (leczona) , depresja (w uśpieniu). Te rzeczy powyżej doprowadziły do stanu gdzie w wieku 33 lat już nie widziałem sensu aby dalej egzystować. Zero związków, kobiet dodatkowo prawiczek. Było bardzo źle ale jakoś stanąłem na nogi i poszedłem po pomoc. Kilka lat na antydepach + psychoterapia pomogła z tłumić większość moich problemów. Z czasem dziwnym trafem trafił mi się związek z kobietą marzeniem na pierwszy rzut oka. Po dwóch latach w związku widać że daleko jej od ideału a bliżej do toksyka. Ale kto by wybrzydzał w moim położeniu. Pełno seksu, zrozumienia, wiedziała o moich brakach w kwestii związków i mi "pomagała" abym się odnalazł. Jak już hormony opadły to wszystko stało się dla mnie jasne i widzę że ciągnie mnie w przepaść. Ale nie o tym chciałem. Od jakiegoś czasu zbliża się rozstanie (trzecie) ale te już definitywne. Panna manipuluje, lecz bardziej jest za tym aby być dalej w związku. Moim problemem jest to że po kilku ciężkich dniach wróciły koszmary mojego życia. Głównym problemem jest lęk przed samotnością, ale co się dziwić jak przez całe życie to odczuwałem. Na samą myśl wpadam w mega lęk i czarne myśli. Mam w zanadrzu leki ale nie wiem czy to dobry pomysł. Najgorsze jest to że moja praca wymaga ode mnie trzeźwego umysłu i nie mogę sobie pozwolić na obniżony nastrój... W sumie nie wiem czego chce pisząc ten post ale przynajmniej wyrzucę to z siebie.

