Jak sobie przypomnę tą depresję jaką przechodziłem jako nastolatek to aż ciary mnie przechodzą. Kiedy przychodziła noc i odbywałem proces próby zaśnięcia to nawiedzały mnie najgorsze myśli. Pół nocy męczarni z moim umysłem zazwyczaj kończyło się ze łzami w oczach. Zasypiałem już ze zmęczenia emocjonalnego. I tak codziennie. Myśli o śmierci były codziennością. Raz nawet, całkowicie się poddając, „sprzedałem duszę diabłu” XD. Byłem raczej wierzący (chciałbym nadal być), więc miało to niezłego „kopa”. Oczywiście pan diabeł do tej pory nie zapłacił (a może zapłacił, w końcu mam spokój duszy). Ten okres w moim życiu nie jest momentem, o którym chciałbym się wypowiadać publicznie. Może i wiem co było przyczyną tego stanu ale to nie istotne. Bo to jest pewnie suma różnych wydarzeń, raz gorszych a raz trochę mniej, więc każdy będzie miał swoją depresję trochę inniejszą od innych. Lepiej więc, jeśli opowiem wam jak udało mi się o depresji zapomnieć. Standardowe było to, że znajomych za bardzo nie miałem. Standardowe było to, że byłem dziwny. Składało się na to wiele moich „uposledzeń” psychicznych. Fobia społeczna była głównym demonem. Oczywiście to wszystko to „autodiagnoza”. UWAGA: Nigdy nie odwiedziłem żadnego lekarza od tych problemów. 20 lat temu o tym się za bardzo nie mówiło i nikt tego tematu poruszać nie chciał. Dziś jestem trochę normalniejszy ;). Nadal wiele mi brakuje ale nie zamartwiam się o tym każdej nocy, wiercąc w mojej głowie myślami aż do samego bólu. Co mi pomogło? Można to nazwać niejako terapią. Pamiętacie może (ci starsi pewnie tak) pojawiały się w sieci takie strony/poradniki o rozwoju osobistym. TO NIE REKLAMA! Fakt dziś też można takie znaleźć, ale jest tego tyle (np. filmiki na youtube), że traktuje się to jako bezużyteczne dzieło mające tylko nabić wyświetlenia autorowi aniżeli nam pomóc. Ja te 20 lat temu (może trochę mniej) trafiłem na portal nazwany „Druga Droga”. Wtedy tyle tego nie było więc zrobiło wrażenie. Facet tam nagrywał filmiki na których opowiadał o rozwoju, o depresji, o pozytywnym nastawieniu i innych aspektach naszego życia. Wrzucał też rożne „dzieła” w formie tekstowej. Był wiarygodny bo podpisywał się swoim imieniem i nazwiskiem (którego nie pamiętam), oraz nie ukrywał swojej twarzy. Był otwarty, szczery, prawdziwy. Pamiętam, że miał materiał o nie przejmowaniu się opinią innych! I ten materiał wywarł ogromny wpływ na moje „spierdolenie” ;) Tłumaczył w nim, że jeśli ktoś mu ubliża, lub jest niemiły, to on się do niego uśmiecha :) No normalnie dzisiaj byście machnęli ręką na takie wielkie „gówniane” rady ale wtedy to podziałało na mnie. Zacząłem się uśmiechać do ludzi. Mówiłem do nich z uśmiechem. Ale takim szczerym a nie wymuszonym. Zapominałem o tym co ktoś mi kiedyś zrobił i starałem się uśmiechać. O Boże jakie to przyniosło efekty! Poczułem wtedy, pierwszy raz, normalność. Poczułem przynależność do grupy. A była to już 4 klasa szkoły średniej, więc trochę późno. Pamiętam jak pierwszy raz poszedłem na piwo z kilkoma chłopakami z klasy. Pewne znajomości są do dzisiaj. Dziś zapamiętali mnie jako tego, który się uśmiechał. Relacje z rodziną (wujki, ciotki, kuzynostwo) również się poprawiły. Pozdrawiam autora „Druga Droga”.Oczywiście, że miałem wiele wad. Jeśli ktoś Cię nie lubi, jeśli nie możesz wkupić się w pewną grupę to problem leży po Twojej stronie. Dziś z biegiem lat potrafię zdać sobie z tego sprawę. Wielu ludzi, wypiera to, że może są fałszywi, niemili, przemądrzali, narwani. We mnie nadal było coś „zjebanego”. Żebyście nie pomyśleli sobie, że od pierwszego mojego uśmiechu, już wszystko było później dobrze. Nie było. Kiedy większość czasu przebywasz tylko w swoim towarzystwie te negatywne cechy nasilają się, a ja przecież dopiero co zacząłem raczkować w relacjach międzyludzkich. „Pierwsza chemia”.Małymi kroczkami, z biegiem czasu, zawierałem więcej znajomości. Znajomy znajomego został moim znajomym itd. To doprowadziło mnie do dnia, kiedy miałem okazję pierwszy raz spróbować amfetaminę. Panowie i panie. Powiem wam tak. Jeśli macie problemy podobnej natury musicie jej spróbować! Tak jak ona mi pokazała, że to wszystko co złe siedzi tylko w mojej głowie, to nikt mi nie pokazał. Amfa sprawiła, że stałem się człowiekiem jakim zawsze sobie wyobrażałem, że jestem otwarty, miły, tolerancyjny, potrafiący rozmawiać. Potrafiący słuchać. Uśmiechnięty. Odnoszący się do innych z szacunkiem. Pewność siebie? No jakieś miliard punktów. Piękne jest uczucie kiedy nie oceniasz ludzi po okładce a nawet nie zdajecie sobie sprawy jak często to robimy. Podczas „fazy” nie dało się mnie wyprowadzić z równowagi. Nie ważne jakiego „patusa” bym nie spotkał, był on równym człowiekiem, któremu należał się szacunek. No, przynajmniej tak jest póki środek działa bo kiedy mija... uciekajcie do domu, zamknijcie się w pokoju i spróbujcie przetrwać tzw. „zwałę”. Często słyszymy o tym, że ktoś coś odjebał grubego będąc naćpany. Ale to, że wcześniej wypił trzy wiadra wódki w ciągu tygodnia to już jest pomijane. Jeśli ktoś jest chorym pojebem, i chce nim być, to zażywając amfe takim pojebem nadal jest. Powiem tak. Gdyby nie twarde narkotyki to ludzie na tych klubowych imprezach by się pozabijali (tak, to o tobie panie alkohol).Dzisiaj nie mam wiele. Długie życie w zamknięciu odbiło swoje piętno. Nadal zawieranie znajomości czy pogaduchy tzw. „small talk” mogą być problematyczne. Dużo jeszcze do szczęścia brakuje ale chociaż śpię spokojnie. Potrafię się dogadywać z ludźmi jeśli tylko oni dadzą SOBIE tę chwilę na zrozumienie mnie. Czasami to jest jak „stawanie na ch...” po to żeby osiągnąć jakieś przyziemne, zwykłe dla innych ludzi cele. Ale tak już jest! Podsumowując. Uśmiechnij się czasem do ludzi. Zażartuj na swój temat. Pokaż, że można Ci zaufać. #depresja

