Cześć, mam takie pytanie do czytelników wszelakich - może mądre może głupie nie wiem. Czy czytanie nie wzbudza u Was mieszanych uczuć, zwłaszcza po skończeniu np. powieści? Czy nie macie uczucia, że za głęboko wchodzicie w ten świat? Już wyjaśniam o co chodzi. Tło: pomimo, że starym prykiem jestem wykop30plus to do dziś jeśli dotykam jakieś beletrystyki to lubuję się głównie w prostej (być może mało ambitnej), młodzieżowej literaturze podpadającej najczęściej pod young adult fiction (Igrzyska Śmierci, Jutro, Las zębów i rąk, Maze Runner). Do tego kiedyś byłem strasznym fanem Wiedźmina, a od dawna i do dziś włącznie - Harrego Pottera. Ogólnie lubię bardzo motyw "prawdziwej przyjaźni w trudnych czasach". W czym "problem"? Zawsze czerpię dużą przyjemność z uczestniczenia w biegu wydarzeń powieści, które czytam. Jakoś dziwnie mocno, a może za bardzo się z nimi utożsamiam, obdarzam empatią i po prostu lubię bohaterów. Biorę udział w ich losach od początku do końca dzieląc te wszystkie emocje, które mają miejsce po drodze. Lubię to, bo wzbudza to we mnie silne uczucia związane z historiami w które wsiąkam - dosłownie czując, że tam jestem - w centrum tych wszystkich wydarzeń. I niezależnie od tego, czy mamy do czynienia z powieścią z happy endem czy nie - potrafię bardzo się wczuć tę narrację i chłonąć przyjemność/wzruszenie/szczęście/ból z bohaterami do końca. Ba, gdyby się tylko dało, to chętnie bym tam wpadł na plan danej sceny i z nimi porozmawiał, żeby pomóc historii. Problem jest na końcu. Mam dziwne podejrzenie, że zagłębiam się za bardzo i na samym końcu pozostaje taka dziwna pustka. Świadomość, że uczestniczyłem w kolejnej mniej lub bardziej pięknej przygodzie, lecz w sumie nie jest ona prawdziwa. Bohaterzy z którymi się zżyłem i byłem częścią i "życia" przecież nie istnieją. Ich historia nawet jeśli w domyśle wciąż trwa to nastąpił moment w którym ją opuściłem i już w tym nie uczestniczę. Że to wszystko było tylko pewną opowieścią o tym co się wydarzyło, wspomnieniem. Jak się tak głęboko zastanowić - trochę jak "normalna" przeszłość. Taki okres długo nie trwa, mija dzień/dwa/trzy i wracam do rzeczywistości bez jakiegoś większego żalu, jednak za każdym razem jak np. chcę wrócić do pewnej serii i zaczynam sobie przypominać całą fabułę to jeśli dojdę myślami do finału to mam to samo dziwne uczucie i mieszane uczucia czy w ogóle zaczynać od nowa tę serię. Czy Wam też się tak zdarza? Czy po prostu ja mam jakiś problem ze sobą, że się za bardzo przywiązuję do wszystkiego z czym mam styczność (bo tak trochę jest)?Koniec końców - pomimo tego, że potrafię z prostej literatury czerpać ogromną (takie mam wrażenie) przyjemność przeżywania historii i towarzyszących im emocji - cierpię na swego rodzaju kaca po zakończeniu większości z nich, co nie ukrywam, jeśli nie zniechęca to co najmniej budzi bardzo mieszane uczucia.Z filmami już tak nie jest (a jeśli to w bardzo małym stopniu), ale to myślę wynika z czasem kontaktu z daną historią. #ksiazka #ksiazki #ebook #wykopkindleclub #czytanie #kiciochpyta

