Czuję, że powoli tracę kontrolę nad swoim życiem przez własną chciwość i obsesję na punkcie inwestowania.Jeszcze kilka lat temu byłem wzorem rozsądku – miałem odłożone ponad 500 tysięcy na mieszkanie pod wynajem. Wszystko przemyślane, stabilizacja na wyciągnięcie ręki, zero długów, regularne wpływy na konto. Rodzina dumna, znajomi podziwiali, a ja czułem się bezpiecznie.Ale trzy lata temu zaczęło się niewinnie – krypto, shitcoiny, szybkie emocje. Przeje****m trzy dychy. Potem mi przeszło, ale rok temu przerzuciłem się na giełdę. I wtedy się zaczęło na poważnie. Zamiast kupić mieszkanie, wszystko – całe 500 tysięcy – wrzuciłem w akcje. Bez żadnej strategii, bez planu, po prostu FOMO i ciągłe poczucie, że “trzeba być na rynku”.Nakupiłem wszystkiego, na co naganiali w internetach i na forach: XTB, CD Projekt, Kruk, Wittchen, Dino. Wszyscy mówili, że to pewniaki, że “nie da się stracić”, że “każdy na tym zarabia”. Ja też chciałem być jednym z tych, którzy się potem chwalą, jak to zrobili x2 na giełdzie. Każdą wolną złotówkę ładowałem w kolejne akcje. Zacząłem sprzedawać rzeczy z domu, z garażu – nawet stare prezenty, nieuzywane zabawki dzieci, byle tylko mieć więcej na kolejne “okazje”.Nie mam żadnej strategii wyjścia. Nie wiem, kiedy sprzedać, nie wiem, czy w ogóle powinienem. Każdy dzień to jazda bez trzymanki – raz euforia, raz lęk, że wszystko się zawali. Rodzina już patrzy na mnie jak na hazardzistę, a ja coraz częściej sam się tak czuję. Nie chodzi o to, że straciłem kasę – ale o to, że nie umiem przestać. Że wszystko, co miałem zbudować, zamieniłem na cyfrowe cyferki, które żyją własnym życiem.Czasem myślę, że to już uzależnienie. Że nie potrafię się zatrzymać, mimo że wiem, że to nie jest normalne. Zamiast stabilizacji i spokojnej przyszłości mam tylko ciągły stres i poczucie, że nie mam nad niczym kontroli.Czy ktoś z was też tak ma? Czy to jeszcze można odkręcić, czy już za późno?#gielda

