w nawiązaniu do tego wpisu: https://wykop.pl/link/7613641/dzieci-wychowane-bez-ojcow-czesciej-zmagaja-sie-z-problemami-i-wpadaja-w-klopotyOpowiem wam jak to wyglada z mojej perspektywy. Moja mama, przyznała mi dopiero w kiedy miałem 32 lata, ze moj biologiczny ojciec to kto inny niz cale zycie myslalem. Nie przezylem tego jakos mocno, bo nigdy go w moim zyciu nie bylo, ale zastanawialem sie zawsze dlaczego. Oboje sa bardzo dobrze wyksztalceni jak na lata w ktorych sie urodzili, tj. w latach 40 ubieglego wieku, stad tez zastanawialo mnie ze moj "ojciec" odszedl od nas kiedy mialem kilka lat, bo byla to tragiczna w skutkach decyzja, a przeciez nie chcial dla mnie zle. Teraz juz wiem dlaczego.Podstawowka i gimnazjum to byla katorga. Brak ojca powodował ze mialem problemy spoleczne - bylem wysmiewany. Za namowa mamy zamiast wziac sprawe w swoje rece i oddac agresorowi, lecialem skarzyc do dyrekcji szkoly. No wiadomo co sie potem dzialo XDDopiero w liceum kiedy "zalapalem swiadomosc" a do tego stalem sie bardzo wysoki i w miare przystojny, zrozumialem co jest 5 w kontaktach miedzy ludzkich, i ze zwyklego klasowego frajera stalem sie dusza towarzystwa, ekstrawertykiem. Pomogla w tym zmiana szkoly i to ze nikt mnie tam nie znal z przeszlosci.Potem studia - przykladanie sie do nauki, ciezka praca nad soba, wrzucanie sie na gleboka wode, podejmowanie zajec do ktorych nie mialem kwalifikacji byle tylko zdobyc doswiadczenie i dzis z zewnatrz wygladam na czlowieka sukcesu.Ale w srodku mam ze soba mnostwo problemow. Sa to m. in. okresowa depresja (biore psychotropy od lat), nieumiejetnosc radzenia sobie ze stresem, nieumiejetnosc radzenia sobie w sytuacjach nerwowych, czesto mimo wieku zdarza mi sie brac udzial w bojce, nieumiejetnosc rozmowy z partnerka i budowania zwiazku, szybko wyprowadzam sie z rownowagi etc. Probowalem z tym walczyc, chodzilem do psychologa latami i jest troche lepiej, ale na pewno nie zachowuje sie jak normalny czlowiek i nawet do siebie nie mam zaufania. Przykre dla mnie jest jedynie to, ze moja mama mimo szczerych checi nie byla w stanie zapewnic mi podstawowych potrzeb dziecka. Nie odrabiala ze mna lekcji, jak tylko chcialem dostawalem zwolnienie z WF (przez co dziiaj jestem sportowym analfabeta, choc nie wygladam), brak rozwijania hobby przez brak kasy, brak poswiecania mi czasu na zrozumienie swiata. Do wszystkiego doszedlem sam, ale na przyklad dzis odkrywam w sobie pasje ktore nie byly wyciagniete na wierzch bo nie bylo komu tego robic, i zaluje ze nie zaczalem pasjonowac sie paleontologia w wieku mlodzienczym. Jakims cudem zarazono mnie jednak kosmosem i do dzis pasjonuje sie fizyka kwantowa wiec nie jest tak zle.Mialem farta. Gdybym nie wyrosl na 2 metrowego typa z ladna morda i ponadprzecietnym intelektem, to po takim wychowaniu jakie zafundowala mi mama pewnie bylbym jednym z najczesciej udzielajacych sie na tagu #przegryw. Zaryzykuje nawet, ze jestem wyjatkiem. Co innego miec geny patusa ktory odszedl od matki, bo tacy czesto radza sobie w kontakcie z rowiesnikami, a co innego jest byc wychowywanym na grzecznego, skarzacego frajera.

