Ale mnie denerwuje jedna rzecz w moim związku. Mam wolny zawód ale od tego ile pracuję i ile zaangażowania w to włożę zależy ile zarobię. W praktyce zarabiam dobrze ale mam też naprawdę spore wydatki. Nie mam jak ich uniknąć, muszę płacić. Mój partner oczekuje spędzenia z nim sporej ilości czasu, nie dzielimy też równo obowiązków domowych bo ja robię dużo, dużo więcej. Przez to ostatnimi czasami zaczęłam zarabiać mniej i prawie nic mi nie zostaje co jest powodem mojego zirytowania. Przemyślałam i doszłam do wniosku, że zaczynam pracować jak na etacie czyli 8h nie ma mnie w domu, zajmuje się pracą. Jaki jest efekt? Facet ma pretensje, że mam mało czasu, że jestem zmęczona (btw dokładnie tak samo jak on we wszystkie dni pracujące). Wracam do domu a tam bałagan, nic nie ruszone. Zastanawiam się czy taki związek ma jakikolwiek sens…#zwiazki

