Pękłem dzisiaj. Za dużo tego było. Jedna pierdoła przelała czare goryczy. Ogólnie córka zaczęła szkołe do której musi chodzić (żłobek się skończył). Zbiegło się to w czasie kiedy się przeprowadziliśmy na nowe większe mieszkanie. Przez 2 miesiące musiałem wozić dziecko Uberem do starej szkoły i wracać pociągiem/ jechać po córkę pociągiem i wracać pociągiem z dzieckiem i gratami (jedna trasa to 3 przesiadki). Traciłem na to 4 godziny dziennie jednocześnie próbując pracować. Musiałem zamienić prawo jazdy z Polskiego na zagraniczne, cała prodedura zamiast 2 tygodni trwała 5 miesięcy! i dziesiątki telefonów. Zmieniliśmy szkołę na taką która jest bliżej ale bez auta to wciąż 2 godziny dziennie, córka zmęczona, ostatni tydzień przechorowała, mam duże zaległości w pracy. Dzisiaj chciałem przetestować że może autobusem będzie lepiej. Złamany kutas mi nie otworzył drzwi na przystanku jak chciałem wysiąść z dzieckiem mimo że uprzejmie wołałem 3 razy. Zjebałem go, zwyzywałem, zajebałem ręką w kabine i musiałem dymać z buta całą drogę klnąc pod nosem... super przykład dla dziecka. Nienawidzę tego miasta. Nienawidzę ludzi. Nie mam z nikąd pomocy. Czuje że jak nie wypuszczę gdzieś pary to rozwali mi baniak. #rodzicielstwo

