Czy ja mogę być według was w jakimś stopniu upośledzony umysłowo/ułomny lub mieć niskie IQ?W szkole zawsze byłem do tyłu z materiałem mimo, że nie uczyłem się mało. Ciężko mi szła nauka i zrozumienie matematyki/fizyki gdzie inne dzieciaki łapały to już na lekcji a ja potrafiłem siedzieć cały dzień nad tematem i go nie zrozumieć. W pracy jest to samo co w szkole. Mogę być 3 miesiące na okresie próbnym a i tak po tym czasie pytam ludzi jak zrobić najprostsze rzeczy. Mam ubogie słownictwo, zwykle powtarzam rzeczy które gdzieś usłyszałem lub używam kilka razy tych samych tematów bo nie wiem o czym rozmawiać. Nie odnajduje się totalnie w towarzystwie, inni śmieją się i gadają na różne tematy a ja uśmiecham się i udaje, że jestem tak samo zaangażowany w rozmowę by nie stać w kącie.Gdy ojciec próbował mnie czegoś nauczyć to zawsze się denerwował bo nigdy nic mi nie wychodziło i powiedział "lepiej się ucz w szkole bo nic z Ciebie nie będzie". Aktualnie mam 28 lat i najprostsze majsterkowanie na poziomie 15 latka sprawia mi problemy. Czasami robiąc najprostsze rzeczy nawet te które potrafię zrobić, nie pomyślę i zrobię tak głupie błędy, że ludzie patrzą na mnie jak na debila, przykład: zamiast ciąć coś szlifierką która leży dosłownie obok i ja ją widzę, będę ciął piłką ręczną i dopiero po kilkunastu sekundach coś mi przeskakuje w głowie "co ja robię..." i biorę te szlifierkę. Tak jest ze wszystkim. Nowe rzeczy to już w ogóle. Np. jest jakieś urządzenie w którym otwiera się jakaś klapa w nietypowy sposób, ja zamiast chwilę pomyśleć to będę próbował przez 20 sekund otworzyć ją po czym ktoś przychodzi i ją otwiera jednym ruchem bez zastanowienia.Mam myślenie logiczne na poziomie 2 latka. Dawniej pracowałem w takim zakładzie przy maszynie i często te maszyny się psuły więc byli mechanicy od napraw. Nawet jak była awaria która nigdy wcześniej się nie zdarzyła, przychodził mechanik, postał dosłownie 15 sekund i domyślił się jak to naprawić. Ja mogłem stać przy tym 2 godziny i dalej nie rozumiałem co i jak. Dojście do czegoś jak coś się zepsuło lub jak coś działa to dla mnie jak fizyka kwantowa.Czuje ciągły wstyd w pracy i przy ludziach bo czuje się wprost mówiąc jak oferma lub niesamodzielne dziecko które trzeba pilnować i głaskać po główce bo nic nie potrafi zrobić i wszystko zepsuje czego się dotknie. Nie odnajduje się w towarzystwie facetów bo zawsze w nowym gronie jestem zepchnięty na bok. Ekipa facetów w pracy czy szkole, każdy jest w jakiś sposób ogarnięty, wiedzą jak coś naprawić, potrafią majsterkować, zrobią proste rzeczy przy aucie, mają swoje tematy. A ja jak trafiam do takiego grona to czuje się dosłownie jak 5 letni syn jednego z tych gości, jak takie dziecko które nie ma za wiele do powiedzenia i nic nie potrafi. Z kobietami jeszcze gorzej bo nawet większość dziewczyn potrafi zrobić najprostsze rzeczy a gdy okazuje się, że ja ich nie potrafię to mi wstyd jak cholera i dochodzi jeszcze uczucie, że dupa jestem nie facet.Najgorsze z tego wszystkiego jest to, że gdy trafiam do nowej pracy to wszyscy traktują mnie z szacunkiem na początku bo mnie nie znają. Czuje faktyczny szacunek od tych ludzi, rozmawiają ze mną chętnie i traktują poważnie. Po czasie gdy dojdą do tego jaki jestem, zaczynają mnie trochę traktować jak właśnie takie dziecko które potrzebuje opieki bo sobie z niczym nie radzi.#przegryw

