#zwiazkiWiele lat temu zaczęłam się spotykać z facetem z którym niedawno się rozstałam. Odeszłam od niego, kiedy powiedział coś strasznego przy moich bliskich. Mieliśmy problemy przez ostatnie kilka lat i wyłącznie ja wyciągałam rękę na zgodę, ale on nigdy tego nie widział. Seks dawno zniknął, mimo że pytałam co się stało nie był zainteresowany rozmową ma ten temat.Do samego końca związku mówił mi że mnie kocha i że nie chce i nie będzie chciał żadnej innej. Tym czasem 2 tygodnie po zerwaniu miał już tindera (my byliśmy razem 5 lat). Nie próbował napisać, zadzwonić. Zablokował mój numer i kiedy minęłam go na ulicy to dosłownie uciekł.Dręczy mnie to, że nie wiem co i kiedy zrobiłam nie tak że musiało mu już dawno nie zależeć wbrew temu co mówił. Jak można komuś w oczy wyznawać miłość a potem zapomnieć o jego istnieniu. Lata na randki to z jedną to z drugą z tego co słyszałam. My nie uprawialiśmy już nawet seksu bo niby miał niski popęd a teraz ma w łóżku co tydzień nową. Czuje się jak idiotka, która próbowała naprawiać coś co nie mogło działać bo realnie musiał mnie nie chcieć już od dawna.Ja bym była w stanie do końca świata dawać szansę gdyby nie ten jeden impuls do odejścia który wszystko zmienił i okazuje się że te szansę to parodia bo jemu nie zależało żebym została. Dlaczego nie mógł mi chociaż tego powiedzieć w twarz? Że się odkochał, czy że już mu się nie podobam, że chce czegoś innego. Jakikolwiek powód. Do ostatniego dnia mówił jak mnie kocha, jak mu się podobam i nic. Posuwa pół miasta chwilę później a ja tu ryczę pisząc anonim.

