10 lat temu byłem na samym dnie - chciałem popełnić samobójstwo, cała rodzina się ode mnie odwróciła i postawiła na mnie krzyżyk. Miałem olbrzymie problemy psychiczne, przyjaciele się ode mnie odwrócili, znajomi nie chcieli mieć ze mną kontaktu. Bałem się własnego cienia i czułem, że zmarnowałem całe swoje życie, a zawsze byłem tym najzdolniejszym dzieckiem...W tym stanie poznałem moja przyszła żonę, która jakimś cudem we mnie uwierzyła. Poszedłem do pierwszej w życiu pracy, zacząłem intensywną terapię. Podczas terapii zacząłem przypominać sobie wszystko, całe swoje smutne i samotne dzieciństwo. Pojawiły się uciążliwe migreny, ataki paniki, depresja. Przepracowałem to wszystko i nadal jeszcze nad sobą pracuje, nie poddałem się. W między czasie założyłem rodzine, pojawiły się dzieci, zacząłem piąć się w górę w pracy. Przed chwilą przyjąłem ofertę pracy. Zostałem dyrektorem z zarobkami, o których nigdy nie śniłem. Właśnie stoję nad łóżkami moich dzieci, pisze tego posta, myślę o tym gdzie byłem 10 lat temu i płaczę. Nie wiem po co to pisze, ale może choć jedną osobę to zmotywuje, żeby się nigdy nie poddawać, choćbyście byli na samym dnie.#depresja

