cierpliwy-nomada-54 pisze:
Mam ide identycznie miras. Mialo być pięknie, sam chcialem i to nawet dwójkę a może i trójke. Już po miesiącu od urodzin pierwszego wiedzialem, źe to jednak ostatnie. Nie chce mi się opisywać wszystkiego bo nie wiem czy odczytasz, ale jak tak to zawolaj jak chcesz. Ale skończylo się tak, że rzygałem, spalem w aucie, walczylem ze sobą aby liścia żonie nie wyplacić, etat w korpo rzucony, zrobione c+e i mitomanie że to dla dobra rodziny bo lepsza kasa. A bzdura bo jest gorsza. A hak zjeżdżam to połowe wolnego czasu spędzam w hotelu 500m od domu, że niby już w trasie xD co dalej to nie wiem, chyba jestem na granicy aby to rzucić w cholere. Obrzydla mi żona, mam odruch wymiotny, cały dom itp jest mi już kompletnie obojętny, najlepiej aby się spalił, teraz najchętniej bym zamieszkal w kawalerce.