#nieruchomoscitl;dr OP nie wie, czy się zaraz nie sfrajerzy i nie zostanie gwiazdą tagu.Pytanie na serio, z anonima, bo nie chce być tutaj potem szykanowany, a udzielam się na innych tagach tematycznych. A wiem, jaki klimat wobec kupujących panuje na tagu.Niedługo rodzi mi się dziecko. Obecnie mieszkamy na 45m2 (bezkosztowo, mieszanie siostry) i już nam ciasnawo, bez bobasa. W związku z tym szukamy lokum.Znaleźliśmy 80m2, 4 pokoje na najwyższym piętrze w Krakowie, rynek pierwotny. Niedaleko do tramwaju, ale dobre 3-4 km od centrum. Układ taki, jaki chcemy. Generalnie spełnia warunki docelowego lokum, chyba, że kiedyś dorobilibyśmy się domu.Teraz do sedna, po ciężkich targach udało się zbić do 12500 zł/m2. Stać nas na kredyt (nie będzie pod korek zdolności, 20% wkład własny), ale i tak rata to blisko 30% dochodów netto, więc dosyć odczuwalna. Z jednej strony mieszkania tanieją, a kredyt jest teraz cholernie drogi. Z drugiej to mieszkanie nie ma być inwestycja, tylko względnie docelowym lokalem. Czy pchanie się w to jest obecnie idiotyzmem? Czy serio zakładając naprawdę pesymistyczny scenariusz jest szansa w top5 na spadki rzędu 20-30% na pierwotnym? Jestem bardzo zapobiegliwy i już rozkminiam, co gdybyśmy musieli sprzedać mieszkanie i wyjść z kredytu.

