Ależ mnie to normictwo z tymi swoimi wyjazdami na urlopach wnerwia. Wziąłem w tym roku pierwszy dłuższy urlop. Wcześniej w roku wziąłem tylko kilka pojedynczych dni, teraz całe dwa tygodnie. I od razu w robocie pytania: "gdzie jedziesz?". A czy to zawsze gdzieś trzeba jechać dupę moczyć w tureckim basenie, żeby uznać to za urlop. Nie rozumiem tej mody na wyjazdy podczas urlopu, szczególnie podczas lata, gdy w kraju pogoda całkiem dobra. Nie lepiej gdzieś pojechać, kiedy w kraju jesień i szaro, wybrać się na południe? #przegryw

