Sytuacja może wydać się absurdalna - bo taka jest - ale może coś doradzicie.Otóż, gdy zaczęły się wakacje prezydent mojego małego miasteczka postanowił wytoczyć P O T E Z N A walkę z narkotykami. Wraz z przedstawicielem policji i SM zrobili na ten temat specjalną konferencję prasową. No ale jak się domyślacie, nikt żadnych dilerów ścigać nie zamierza. Zamiast tego policja jeździ sobie po skwerkach itd i sprawdza ludziom kieszeni. Raz zajechała też na boisko w którym akurat gramy w kosza. Generalnie wszystko spoko, panowie poinformowali że mają taką akcję i że czy możemy im pokazać zawartość odzieży i bagaży. Trochę nas to zirytowało ale raczej atmosfera pozostała umiarkowanie sympatyczna. Na boisku gramy średnio co dwa dni. No i sytuacja powtórzyła się tydzień później. Zanim panowie do nas podeszli to pomyślałem, że skoro nas rozpoznają to się przywitają i odjadą. Nic bardziej mylnego. Mimo, ze faktycznie nas rozpoznali (niewielkie miasto więc nic dziwnego) to postanowili powtórzyć cala operację. Tu już się trochę wkurzyliśmy i już tak miło nie było (ale żadnych wyzwisk itd). I teraz wpadliśmy z kolegami na pomysł, żeby następnym razem spakować do portfela jakiś majeranek albo suszoną miętę tak żeby musieli nas zatrzymać, zrobić dokumentację a potem obejść się smakiem i nas wypuścić xDTeraz pytanie czy takie utarcie im nosa ma wgl sens? Czy jest tak, że np test może wyjść fałszywie pozytywny po wsypaniu majeranku? Przyznam, że nie chcielibyśmy trafić na dołek/mieć zarzuty przez legalną substancję i chęć dania nauczki nadgorliwym funkcjonariuszom? Może jest jakiś policjant który wie coś o tych testach? #policja

