Jestem i będę wykluczony z rynku matrymonialnego. Chłop 30 lat i go nie ciągnie do #seks. Nawet gdybym poznał jakąś tinderówkę to przecież taka chciałaby żeby na pierwszych randkach 'włączyć jej Netflixa'. I co jej powiem? Że nie, bo interesuje mnie stopniowe pogłębianie relacji gdzie potrzeba czasu na poznawanie się? Że przyjemność czerpię z przytulania, długich rozmów, patrzenia sobie w oczy, wspólnego gotowania czy spacerowania za rękę? W moim wieku każda już przeorana na wszystkie sposoby. Zresztą teraz 15-latki mają dawno ściągniętego simlocka. Każda będzie miała z tyłu głowy poprzednich partnerów i żyje jednak instagramem, 50 twarzy greya i była na erasmusie. Teraz faceci są nabuzowani jeśli chodzi o hormony więc nietrudno dla takiej o sceny rodem z porno z pierwszym lepszym typem. Mają dostęp przecież do zagraniczniaków u nas i na wakacjach. Kobiety uwielbiają gdy patrzy się na nie pożądanym wzrokiem. Uwielbiają gdy mężczyźni się ślinią na jej widok gdy taka ubierze się skąpo (udając że to jakiś przypadek, ona nie wie o co chodzi i brzydzą ją spojrzenia). Tymczasem mnie dopada żenada seksualizacji wszystkiego w XXI wieku. Komedie/horrory/filmy wojenne - muszą być sceny seksu. Wszędzie w internetcie podteksty seksualne. Zdjęcia profilowe żeby najwięcej pokazać, zwabić i nabić lajków. Ubrania jak najbardziej obcisłe. Żenada bazująca na podstawowych, prymitywnych instynktach. Kiedyś myślałem, że faceci tylko szukają seksu (bo tak mówiły kobiety) a dziś mam wrażenie, że kobiety tego szukają (oczywiście szukając najlepszych opcji).

