Ogólne pytanie do tego co zaraz opiszę brzmi - to już tak ma być czy jednak to się leczy? I jeśli to drugie to proszę o jakieś konkrety. W życiu zbyt często wychodzi tak, że by pytać trzeba na wstępie znać odpowiedź.#depresja (?) #psychologiaNo, a w szczegółach... Życie moje składa się z elementów, które niewiele mnie obchodzą. Są obojętne. W sumie to chyba o niczym nie powiedziałbym, że to lubię. To znaczy, gdybym był zapytany o to co lubię robić, zainteresowania, ulubione X to pewnie bym jakieś wskazał - odpowiedzi na te pytania trzeba mieć zawczasu przygotowane a "nie mam" i "nic" potrafi skupić zainteresowanie na długo dłużej niż bym sobie tego życzył.Nie tęsknię za ludźmi. Za najbliższą rodziną też. Zapytany jak się czuję odpowiem pewnie, że 'dobrze', ' w porządku'. Bo też i czuję się normalnie przez większość mego czasu. Tylko co to niby znaczy. To trochę tak, że z wewnątrz nie wiem co się dzieje z moim ciałem. Spróbowałem kiedyś szczęścia na randkach (a może będzie jakoś inaczej?) - po spotkaniu z dziewczyną też się czułem 'normalnie'. Jednak napotkana w pociągu osoba powiedziała mi, że "Pan taki szczęśliwy jakby od dziewczyny wracał". Bez tego bym nie wiedział. Bywa, że nie wiem czy się uśmiecham czy nie. Wiele razy już słyszałem "jeszcze się śmiałeś, gdy o tym mówiłeś" - a przecież byłem 'normalny'. Alkohol nie sprawiał bym się lepiej czuł. Więc i tak nie piję. Nie goniłem za kobietami [poza 1 przypadkiem, gdy chyba musiałem być zakochany], już częściej w drugą stronę. Seks opisałbym jako 'fajny', ale nie przyjemny. Pokazuje, że się sprawdzam, że coś robię dobrze. Mechanika działa, kobieta zadowolona. No i tyle.Nie chce mi się zrobić nic dla siebie. Nie chce mi się pójść do lekarza.

