Mam przyjaciela, znamy się ponad 20 lat. Najlepszy człowiek jakiego znam nie tylko w stosunku do mnie ale ogólnie - każdemu pomoże, nikomu źle nie życzy. Mam problem z jego żoną. Ale nie wiem czy jest to moja subiektywna ocena i "teraz po prostu tak jest" czy może ktoś z was pomyśli, że jest nie tak jak powinno. Jeszcze na etapie ich narzeczeństwa działy się rzeczy które uważałem za kontrowersyjnie. Nie chciał już nigdy psa, ona wręcz przeciwnie. Więc pojawił się pies - wielki wilczur z długą sierścią. Jeździmy na rowerach, zatrzymaliśmy się coś zjeść. Napisał jej o tym, awantura: ty jesz a ja siedzę sama w domu. Wyjechaliśmy na chwilę na motorki, ale dobrze się jeździło - okazało sie że miał ogromną awanturę w domu bo wrócił po trzech godzinach a powiedział że na godzinę. Potem było jeszcze "ciekawej" - zaczął mi mówić, że uważa taką czy inną jej decyzję za niewłaściwą no ale on mu się na coś zgodziła kiedyś więc temat ucinamy i ona decyduje jak ma być. A teraz.... cóż, chce się z nim umówić - musi się spytać czy nie mają jakiś planów ale ogólnie lepiej jakby był w domu, może wyjść za dwa dni po południu bo wtedy ona jedzie na trening. Natomiast jego druga połówka gdy się umawia nie ma problemu - kiedy Ci pasuje to będziemy. A może byś tak męża spytała? xD a po co?I zastanawiam się w tym wszystkim co robić, kocham go jak brata, nie chce się odcinać ale z drugiej strony jak mamy gdzieś jechać czy coś robić i myśleć tylko o tym czy zdąży wrócić na czas żeby nie było kolejnej awantury to mi niedobrze. Co zrobić? #zwiazki

