Mam dość. Wpis w stylu żale się, bo ile można to znosić. Mam dwadzieścia kilka lat i ostatnio zacząłem pracę w sklepie. Dzisiaj usłyszałem już znajome mi szemranie za plecami. W jakim miejscu bym nie pracował co bym nie robił zawsze kończy się tak samo, jestem obgadywany i traktowany z pogardą oczywiście za plecami, bo normalnie to uśmieszki i cześć : ) ale od początku. Jestem zwykłym chłopem, kiedyś nolif teraz bieganie, ćwiczenia, czytanie i ogólnie staram się jak mogę coś osiągnąć nie być całe życie frajerem. Nie jestem typem "cioty" co boi się własnego cienia czy jąka się i poci jak ma z kimś porozmawiać, podsumowując nie oceniam siebie jako #przegryw mimo, że w życiu perki wylosowały się słabe. Mam chore oczy jak jestem zmęczony czy normalnie w gorszy dzień raz są prawie normalne, a raz bardziej widać jak rozchodzą się na boki (zez), nic ekstremalnego ale źródło mojego całego życiowego przekleństwa. Krąży to nade mną jak klątwa, która nigdy nie da poczuć się pewnie, dobrze w swoim ciele czy bez skrępowania patrzeć się prosto w oczy. Mimo tych przeciwności staram się zachowywać normalnie i mimo ogromnego nie komfortu być zwykłym pewnym siebie chłopem. Ale niee nie dla psa dla pana, to gdzie bym nie pracował mogę rozróżnić 2 rodzaje współpracowników - stara baba(powinienem napisać miła pani) bardzo miła chętnie pomoże i wytłumaczy jak się o coś zapytam nawet jeśli się nie zapytam to sama przyjdzie i choć pomogę albo to tutaj ale super to zrobiłeś (litość) oraz pogarda, dystansowanie się i traktowanie mnie jak kogoś dziwnego. I na prawdę można mi wiele w życiu zarzucić ale nie jestem w żadnym razie żadnym dziwakiem, creepem albo bucem. Umiem i zachowuje się bardzo kulturalnie (tutaj muszę wspomnieć nie w stylu niedorajdy przepraszającym i bojącym się własnego cienia no zwykły chłopski uprzejmy chłop). Ale możesz spełniać to wszystko i być traktowany jak gorszy jak inny jak przeszkoda. Gdzie nie pójdę wszyscy nazywają mnie zdrobnieniem mojego imienia po takim czasie już wiem, że to jest sygnał tego jak jestem odbierany mimo, że mi to nie przeszkadza to wiem jak to już wygląda w ich głowach. Męczy mnie to, bo zdaje sobie nawet sprawę z tego, że z automatu jestem traktowany gorzej przez to jak wyglądam i nie mogę za bardzo nawet ich winić ot zwykła podświadomość. Pracuję 9 bitych godzin ciągłej pracy staram się jak umiem i jak mogę (wnioskując po stanie sklepu chyba za bardzo) daje z siebie 100%, bo nienawidzę być 5 kołem u wozu czy czuć się nieprzydatny czy nie potrzebny ale i tak na koniec muszę usłyszeć za plecami ten debil znowu coś... Nie nie jestem debilem i łapie wszystko bardzo szybko i boli mnie to wszystko. Piszę ten wpis, bo dzisiaj oficjalnie mam tego dość. Tego jak wyglądam tego ile się staram to gówno dostaje. W następnym dniu pracy już nie będę się starał być ludzki już nie będę uprzejmy, bo mi to nigdy nic nie dało. Jak wszystko dookoła chce, żebym był spierdolony to taki będę. Oczywiście to nie są jedyne takie przypadki ale pełno jest takich sygnałów ale nie chce mi się o tym dalej pisać. Jakby ktoś miał jakieś porady to chętnie poczytam.

