#zwiazki Siema, potrzebuje porady, żeby ktoś spojrzał z boku na to wszystko, bo sam nie wiem już co myśleć. W skrócie. Ona miała gościa, z którym była kilka lat. Byli zaręczeni, jednak on zrezygnował. Z jej opowieści on był dla niej zły, nie dawał zbyt wiele od siebie. Była w nim jednak bez pamięci zakochana i dziś jak na to patrzy to potwornie głupia. Miesiąc, dwa po rozstaniu odzywa się do mnie i łapiemy kontakt. Po czym jesteśmy razem. Ja początkowo nieufnie podchodzę do sprawy, że to trochę krótki czas po takim poważnym związku i korzystam z pomocy psychologa, który jasno mi nakreśla, że prawdopodobniem jestem jedynie plastrem na ranę. Jako, że jestem w stosunku do niej szczery to mówię jej to i proponuje mi zrezygnować z wizyt, bo to nas "oddala". Tak też robię, zaufanie przybiera na sile i wydaje się być wszystko ok. Dostaje ode mnie co mogę, wypady na wczasy, wspólne wyjścia do knajp, do znajomych. Wszystko w najlepszym porządku, tak mi się wydaje. Myślę, że niejedna by tak chciała. Po czym i tak mam co chwilę awantury, że nie mówię jej komplementów, nie adoruje jej, nie zdobywam. Tylko w dzisiejszych czasach, te komplementy są jak dla mnie **** warte. Mówię jej to, może faktycznie niezbyt często, ale mówię. Tylko ona w pracy ma to samo co chwilę, że świetnie wygląda, to samo na socialach. I zastanawiam się, czy to we mnie jest problem czy o co chodzi?

