To już kolejny dzień jak robię sobie rachunek sumienia. 6 lat zmarnowane na życie w trybie praca-siedzenie na dupie z depresyjnymi myślami w piwnicy. Nie zadbałam o swoją edukację, nie znalazłam kogoś kto by mnie naprawdę pokochał i chciał ze mną założyć w przyszłości rodzinę, nie zwiedziłam świata jak niektórzy moi rówieśnicy, nie zrobiłam niczego wartościowego, nie zaangażowałam się nigdy w jakiś wolontariat, nie sprawiłam że komuś polepszył się czyjś humor, zdrowie czy komfort życia.Zmarnowałam swoją szansę na szczęśliwe życie. Nie mogę stanąć przed lustrem i z uśmiechem na twarzy stwierdzić że jestem z siebie zadowolona. Pójdę na studia jako 26 latka i co? Skończę je w wieku 31-32 lat? Spróbuję gdzieś wyjechać i co? Będę czuć się jak kretynka otoczona parami lub paczkami przyjaciół, prędko poczuje się beznadziejnie i dam dyla do hostelu aby przepiwniczyć i przepłakać cały wyjazd.Miłość? A kto by mnie chciał już w tym wieku? Rówieśnicy wolą młodsze bądź są już zajęci, starsi podobnie. Zmarnowałam szansę na poznanie kogoś siedząc w swojej ciemnej piwnicy i zanurzając się w depresji.Może taka osoba jak ja powinna wylogować się z tego świata żeby nie marnować zasobów naszej planety. Moje istnienie nie wnosi nic pozytywnego do świata, ludziom. Może tylko trochę okruhów miłości czy tego co dobre daję uratowanym od życia w schronisku lub na ulicy zwierzętom które mają dzięki mnie ciepły kąt, miskę jedzenia i spokój. I takie oto myśli pojawiają się każdego dnia i swoim cieniem przysłaniają jakikolwiek strumień światła. Nie dociera już do mnie choćby mały promyk. #depresja

