Opublikowane
Robi mi się niedobrze jak muszę wykonać jakieś zadanie w pracy. Nie czuję żadnej satysfakcji z odhaczenia czegoś z listy. Jedyne pozytywne uczucie po skończeniu czegokolwiek to ulga, ale ta nie pojawia się ostatnio zbyt często. Myślałem, że to problem miejsca pracy, ale od marca jestem w nowej firmie i w sumie jest podobnie. Nie mam pojęcia co zrobić, planowanie dnia i brnięcie przez kolejne zadania wydaje się być drogą przez ruchome piaski, dużo rzeczy odkładam na kolejny dzień bo zwyczajnie nie potrafię się zmusić. Mój przyjaciel, który już w szkole radził sobie lepiej z codziennymi obowiązkami zawsze mi się dziwił. Pytał "czemu nie zrobisz tego od ręki, nie czujesz się fajnie jak ogarniesz wszystkie zadania?". Ja nie potrafiłem skumać o czym on mówi. Nigdy tego nie czułem, w sumie chyba nigdy nie byłem z niczego dumny. Proste, codzienne zadania zawsze były jednostronnie udręką. Nieważne czy udało się je wykonać, czy nie. Staram się zmotywować, przypominać sobie że moja praca nie jest najgorsza i dużo ludzi ma bardziej pod górkę, że w sumie robię rzeczy krążące szeroko, ale jednak gdzieś wokół moich zainteresowań. Naprawdę próbuję, ale czuję że przegrywam i jest coraz gorzej. Boję się, że w końcu coś zajebię i zawiodę współpracowników, a tego bym nie chciał. Mam wrażenie, że jedyne co mnie pchało do tej pory to bardzo ambitne plany. One dawały jakiś zastrzyk ekscytacji, a za tym szła motywacja. Pamiętam momenty kiedy po prostu szedłem przez wyzwania i nie oglądałem się za siebie. Niestety jakiś czas temu zdałem sobie sprawę, że z moje wielkie plany dryfują gdzieś za horyzont. Coraz trudniej jest mi określić sobie jakiś cel, który byłby ciekawy i jednocześnie realny. Nie czułem zastrzyku motywacji od bardzo długiego czasu. Nie jestem w złym miejscu. Zdaję sobie sprawę, że może nie udało mi się osiągnąć tych fajnych, dużych celów, ale przebyta droga zaprowadziła mnie w miejsce z którego świat może wyglądać bardzo dobrze. Ja jednak nie potrafię się z tego cieszyć. Nie mam pojęcia skąd mi się to wzięło. Nikt mi nie wróżył wielkich rzeczy, rodzice i nauczyciele raczej ostrzegali mnie że skończę w tym czy tamtym rowie. Zaczynam myśleć, że zamiłowanie do wielkich planów powstało na skutek oporu przed tym co mi wróżono. Może mój brak motywacji bierze się stąd, że zdałem sobie sprawę, że jestem dużo bliżej tego co mówili dorośli, niż tego co sam miałem w planach. Wiem, że to niezdrowe, ale mimowolnie porównuję się do innych. Dużo zazdroszczę, nie w taki chamski sposób że komuś życzę porażki, ale jednak. Dużo myślę o tym jakby to wspaniale byłoby poczuć się ze sobą dobrze, być z czegoś dumnym. Nie jestem w stanie sobie wyobrazić jak wspaniale musi czuć się osoba, która osiągnęła swój cel. Mam 35 lat, część z celów jakie miałem, np sportowe odpłynęły bezpowrotnie- niestety tutaj nie ma innej drogi, muszę sobie z tym faktem jakoś poradzić. Karierowo- jestem rozdarty. Z jednej strony, nie ma wielkich przeszkód aby kroczyć dalej. Z drugiej, nauczony życiem boję się już celować wysoko, bo szansa że się zawiodę jest duża. Z drugiej mniejsze, bardziej osiągalne cele nie dają mi absolutnie żadnej satysfakcji. Moja żona twierdzi, że sam się zakatuję. Że mój obraz siebie jest spaczony. Ja głęboko czuję, że ona widzi we mnie osobę której nie ma, że udało mi się ją przechytrzyć i sprawić wrażenie kogoś kompetentnego. Widzę, że martwi się o mnie. Próbuje mi pomóc, ale nie wie jak to zrobić, ja sam z resztą nie wiem. Chciałbym się poczuć ze sobą dobrze, to byłoby niesamowite. Mam nadzieję, że to nie #depresja , ale jakiś tag musiałem dodać.

Dyskusja

Rejestr odpowiedzi mirko.pro (8)
mirko_anonim
Opublikowane
Ja mam podobnie, mimo że jestem programistą w IT i zarabiam naprawdę fajne pieniądze, kredyt na fajne mieszkanie, fajne auto to nie cieszy mnie w sumie już nic, ciągle mam tylko z tyłu głowy że zaraz to wszystko stracę albo w jakikolwiek sposób mój świat się zawali, analizuję czarne scenariusze zamiast doceniać to co mam.Moim zdaniem to efekt strasznej biedy w dzieciństwie, alkoholizmu i śmierci ojca w młodym wieku (oczywiście przez alko i fajki) i kompleksów do których te sytuacje doprowadziły. Zazdroszczę ludziom którzy nic w sumie nie muszą, mam bardzo małe wymagania od życia i gdybym dostał takie mieszkanie jak niektórzy od rodziców to by mi te 5k netto na rękę w obecnej sytuacji wystarczało, niestety ja musiałem do wszystkiego dochodzić od zera, wspinać się po szczeblach kariery, siedzieć po nocach żeby być tu gdzie jestem, jestem po prostu tym wszystkim zmęczony, przydałaby się jakaś przerwa w wyścigu szczurów.
Moderator Dipolarny
Anonimowy użytkownik
mirko_anonim
Opublikowane
Ciekawe to bo te wszystkie odpowiedzi jakbym siebie czytal :/ tak samo mam wrazenie ze zostalem "oszukany" ze "moge wszystko" a teraz po 30 roku zycia czuje stres ze mam "za malo"....
Moderator Dipolarny
Anonimowy użytkownik
mirko_anonim
Opublikowane
To są dobre rady-dzięki. Nie powinienem oczekiwać od świata, że wielkie plany uda mi się zrealizować za każdym razem. Muszę nauczyć się cieszyć z małych rzeczy, popracować trochę nad inną formą samooceny, może skupić się na bliskich bo miewam klapki na oczach. Najtrudniej będzie mi robić te małe kroki w kontekście pracy, bo obecnie wiąże się ona w głównej mierze ze stresem, dużo tematów mam opóźnionych przez rozbrajającą niechęć jaka mnie ogarnęła jakiś czas temu :/
Moderator mkarweta
Autor anonima
mirko_anonim
Opublikowane
Mogę utożsamić się z praktycznie każdym słowem jakie piszesz. Jesteśmy w tym samym wieku, nasze millenialsowe przekonanie o tym że "dla chcącego nic trudnego", "pracuj a do czegoś dojdziesz", chęć udowodnienia swojej wartości innym a przede wszystkim sobie. Niestety po 10-15 latach pracy dochodzimy do wniosku że te wszystkie hasła to bujda dla naiwnych i w praktyce bardzo ciężko jest do czegoś dojść i zrealizować swoje młodzieńcze marzenia. Niestety nie jest powiedziane że ciężko pracując ten sukces się pojawi i my w tym wieku po prostu zaczynamy to pojmować.Myślę że powinieneś spróbować sobie przetłumaczyć pewne rzeczy, mi sie udało samemu, ale możesz spróbować z dobrym terapeutą. Naucz sie odpuszczać, bądź dobry dla siebie, naucz się wdzięczności za to co masz. Gonienie za jakimś wygórowanym celem może spowodować że życie przeleci ci przez palce. Stawianie sobie wymagań to niekończący sie wyścig szczurów który jest destrukcyjny, a nagroda (jeśli będzie) niekoniecznie wynagrodzi ci wszystkie trudy i poświęcenia. Przebuduj swoje oczekiwania wobec życia, spojrzenie na świat. Zwolnij, może zrób sobie jakąś przerwę. Zacznij robić coś nowego, coś dla siebie, coś co ci sprawia przyjemność. Odstaw social media, pożyj chwilę dla siebie, chłoń każdy dzień, bez oczekiwań, bez oceniania. Tak jesteśmy skonstruowani że zawsze będziemy sie oglądać na tych co mają lepiej, ale często zapominamy jak mogłoby być gorzej. Po latach spedzonych na gonieniu za karierą, pieniędzmi, sukcesem koniec końców człowiek uświadamia sobie że w życiu liczy sie najbardziej zdrowie, rodzina, przyjaźnie, robienie tego co sie szczerze lubi i co sprawia przyjemność. Bardzo często odwieczni karierowicze odnajdują ukojenie w ogrodnictwie, naturze, majsterkowaniu, takich prostych rzeczach.
Moderator Dipolarny
Anonimowy użytkownik
mirko_anonim
Opublikowane
Jestem przekonany, że jest trochę osób borykających się z podobnymi problemami, dlatego też o tym piszę. Zrzucę to z siebie, może ktoś będzie chciał się po prostu podzielić, albo może nawet udało mu się z podobnego stanu wyjść. Strasznie mi głupio narzekać bo podkreślam- wiem, że nie układa mi się źle. Staram się o tym pamiętać, jednak nie działa to jak ostateczne rozwiązanie. Jestem rozdarty- chciałbym mierzyć wysoko, ale przypomnienie sobie bólu porażki przychodzi mi obecnie dużo prościej niż uczucia jakiejkolwiek satysfakcji. Zaczynam więc godzić się z tym, że ambitne plany prościej jest porzucić. Z drugiej strony, im wizja sukcesu bardziej zamglona, tym trudniej jest mi zmotywować się do czegokolwiek, a ta droga to równia pochyła. W głębi duszy wiem, że droga mierzenia wysoko zaprowadzi mnie dalej i może kiedyś uda mi się coś, z czego będę na prawdę dumny. Jednak jednocześnie czuję że pozbyłem się już swojej warstwy ochronnej. Powiedzenie "co Cię nie zabije, to Cię wzmocni" nie działa. Pamiętam, że potrafiłem radzić sobie z porażką, ale to już tylko wspomnienie i obecnie nie mogę pojąć jak to robiłem. Kiedyś zastanowiłem czego zazdroszczę ludziom którzy odnieśli sukces, w jakiekolwiek dziedzinie, i w gruncie rzeczy to nie jest ani sława, ani hajs tylko to, że mogą być z siebie dumni. Chociaż jak sam stwierdziłeś- to jest perspektywa i nigdy nie wiadomo co komu siedzi w głowie. Ufam, ze można cieszyć się z małych sukcesów albo z ich braków, doceniać proces sam w sobie, ale nie mam pojęcia jak się tego nauczyć i mam wrażenie że jestem od tego dalej niż byłem kiedykolwiek.
Moderator RamtamtamSi
Autor anonima
mirko_anonim
Odrzucone
Treść odpowiedzi nie jest dostępna.
Moderator RamtamtamSi
Anonimowy użytkownik
mirko_anonim
Opublikowane
nieop: rozumiem co czujesz bo czuje sie podobnie, mam 32 latatez mam watpliwosci co do pracy, kariery, sciezki zyciowo-zawodowej. od 2 miesiecy przezywam ciegly kryzys psychiczny, ale nie mam rozwiazaniamam wrazenie ze tez musze porozmawiac z psychologiem i przestawic swoje myslenieco ciekawe z boku moje zycie wyglada na idealne - jak otworzylem sie przed kilkoma osobami to nie mogly uwierzyc ze ja moge miec takie mysli - "przeciez tobie wychodzi, co ja mam powiedziec?"
Moderator RamtamtamSi
Anonimowy użytkownik
mirko_anonim
Opublikowane
@adgufo Rodzice mają dużo swoich problemów, między nami się też nie układało, ale nigdy nie pili.
Moderator RamtamtamSi
Autor anonima

Komentarze z Wykopu

Sprawdzamy liczbę komentarzy...

Akcje

Otwórz wpis na wykop.pl
Klucz publiczny:

cllkm9opy01g40m6aiv5tjpfa

Dodane: 21 sierpnia 2023 - 10:30:02
Opublikowane

Autor był widzianyokoło 3 lata temu
Zobacz wszystkie wpisy