Byłam wczoraj na izbie przyjęć w szpitalu psychiatrycznym, na którą skierował mnie lekarz POZ, do którego zgłosiłam się z myślami samobójczymi i rezygnacją. Żyje w ogromnym stresie, cierpi na tym moje zdrowie fizyczne i psychiczne, a wszystko przez natłok niemiłych wydarzeń związanych z pracą, remontem mieszkania i studiami. Aktualnie najmniejsza rzecz jest w stanie wyprowadzić mnie z równowagi. Dodatkowo oznaki stresu widoczne są na moim ciele, mam zaostrzenie migren, ŁZS i trądziku oraz pojawia się u mnie pokrzywka po dotknięciu skóry.Ale do rzeczy: pojawienie się na izbie przyjęć było dla mnie stresujące, poprosiłam o pozwolenie wejścia do gabinetu z osoba bliską, na co lekarz odmówił, ponieważ nie jestem osobą ubezwłasnowolnioną. Cały czas stałam przy wyjściu, ponieważ byłam przekrzykiwana przez lekarza i pielęgniarkę, próbując powiedzieć o tym czemu tu jestem i że zostałam skierowana przez lekarza POZ. Pielęgniarka podniesionym głosem spytała, czemu na izbę, a nie do poradni.. czy ja w ogóle byłam w poradni… czemu nie poszłam do swojego lekarza psychiatry… Po minucie w gabinecie, w którym nie wiem czemu były aż cztery osoby i pies, poprosiłam o wypuszczenie ( brak klamek ( ͡° ͜ʖ ͡°) ). Nie wiem jak mam szukać pomocy, bo wszędzie terminy na za 3/6 miesięcy, a teraz straciłam zupełnie zaufanie do lekarzy.Partner, z którym byłam, po moim wyjściu i ogarnięciu mnie z ataku paniki poszedł poprosić lekarza o nazwisko oraz zapytać czemu nie został wpuszczony na moją prośbę. Odpowiedź: bo pan doktor chciał zadbać o moją intymność w gabinecie.Nazwiska nie chciał podać, ponieważ nie był on jego pacjentem, dlatego mój partner poprosił o przyjęcie na izbę ( ͡° ͜ʖ ͡°) Cyrk na kółkach, ale doktor się w końcu poddał i pokazał plakietkę z nazwiskiem i powiedział, że jak chcemy zgłosić skargę to proszę bardzo. A w skargi nie mam co się bawić, bo doktorek to jednocześnie kierownik poradni. #wroclaw

