Opublikowane
Gdy urodził się mój #bombelek, to moi teściowie w zasadzie równolegle zaczęli budowę 2 domów - naraz. A co tam! Deweloperka pełną gębą. Miały być na sprzedaż ale po miesiącu od narodzin bombelka przyjechali nas poinformować, że rodzina z dzieckiem powinna mieć dom i jeden z tych domów będzie "dla nas". Zasada jednak jest taka, że dopiero po śmierci moja żona dostanie go w spadku. Zgodnie z prawem spadkowym, ja nigdy nie będę miał praw do tego domu chyba, że żona mnie do niego dopisze. Obecnie mieszkamy na wynajmowanym, nie mieliśmy planów na zakup nieruchomości, bo moja pensja 5k i niepewna przyszłość mojej żony nie napawały optymizmem. Różowej zaświeciły się oczka oczywiście. Ja jednak znając życie i teściów od ponad 12 lat patrzyłem na to krzywo, bo wiedziałem, że to wiąże się z wiecznym "odrobkiem" - ja zawsze u teściów mam odrobek. W sumie teraz to już nie wiem za co mam ten odrobek. Oczywiście nie mieliśmy praw do decydowania o projekcie, o sposobie ogrzewania itp. Zasada prosta - nie płacisz = morda w kubeł. W międzyczasie udało się złapać dodatkowe zajęcie, więc czasu jakby mniej a przy małym dziecku to i tak jest orka od rana do nocy jak pewnie z wielu wpisów tutaj wiecie. Chociaż i tak mam łaskawe dziecko, które jak uśnie to śpi 12h z pit-stopem na cycka. Problemem jest to, że teść zaczyna naciskać bym przyjechał budować dom. Bo to przecież "dla mnie", dla "mojej żony i córki". No właśnie fajnie ale to nigdy ale to nigdy nie będzie moje. Historie o Kobietach znamy. Ja swojej ufam w 100% ale czy za 10 lat nie pomyśli - "kurd.. dobiegam do 40-tki, całe życie z jednym typem - czas spróbować innej knagi?" i wtedy idę w skarpetkach. Nie jestem budowlańcem. Gówno o tym wiem, nienawidze tego, byłem parę razy u teścia dorobić, to po jednym dniu miałem dość. Teście budują systemem gospodarczym, więc nie ma tam ekipy. W zasadzie 1,5 człowieka, w porywach 2,5 buduje te domy. Doświadczenie jest ale teściu ma 67 lat, więc domyślam się, że to może być męczące. Ja o ten dom nie prosiłem, nie miałem żadnego prawa do decyzji jak on będzie wyglądał - wiem, że w projekcie było 4m okno ale takie są bardzo drogie, więc zostało zmniejszone do 2,5 metrowego. Ja wiem, że nie jeden by chciał tak "dostać chatę". Ale ja to widzę inaczej - ja się narobię, stracę czas z rodziną, którego mam i tak coraz mniej a w zamian zamieszkam w domu, na krzywy ryj, z którego zawsze można mnie wywalić w skarpetkach. Znajomi będą ze mnie kpić, że nie potrafię rodzinie sam zapewnić lokum a jak zostanę zmieniony na lepszy model to odejdę jak śmieć i jeszcze alimenty będę płacił. No nie widzi mi się to. Czy ja dobrze myślę, czy jestem debilem i proszę ładnie iść, zakasać rękawki i poświęcić weekendy? Planowane ukończenie domu to 2026, więc prawie 2 lata orki.
1923

Dyskusja

Rejestr odpowiedzi mirko.pro (2)
mirko_anonim
Opublikowane
@TheOneWhoKnocks - Jego to nie obchodzi, ja mam być o 6 na miejscu i nie wiadomo kiedy jest koniec roboty - czasem o 14 czasem o 18 a czasem o 22 - zależy jak idzie. Moja żona jest w cholerę nieasertywna do rodziców. Najmocniejsza "w gadce" to jest do mnie. Z jednej strony w domu mam pełne wsparcie ale jak tatuś powie, tak ma być i już. @TomSz - PłaciMY za wynajem to raz. Dwa, że moja córka tak czy srak będzie miała prawo do majątku z matki a nie z ojca. @MorningStarR - Przepisze ale w spadku. Przy mnie kombinuje jak przepisać nieruchomość na syna, by jego żona, której nie lubi, nie miała żadnych praw do tego przenigdy. @KingaM - Ogarnięty ale pracoholik. Ja pracuję umysłowo i dla niego to jestem leser i to żadna praca i śmieje się, że nazwę mojej ulicy trzeba zmienić na "Leniwa" i że oboje z żoną tak naprawdę jesteśmy leniami patentowymi. I co my w ogóle mamy do roboty? On zawsze musi mieć zajęcie, zawsze być zajęty, zawsze zarobiony i potem mówić, że ciągle ma tony roboty, którą SAM SOBIE WYMYŚLA. Jak spadł z rusztowania i cudem zamiast rozbić sobie głowę to uszkodził staw biodrowy i mu wymieniali biodro, to już się trząsł, że nie może chodzić i musi siedzieć. Ludzie po takiej operacji potrafią na rentę iść albo już osiadają na laurach a u niego w ogóle nie widać skutków tej operacji - od lekarza nie raz dostał opieprz, że za szybko wstal, za szybko rzucił kule ale on miał zjazd psychiczny jak nie mógł robić. On musi ROBIĆ ROBIĆ ROBIĆ. @WrzeCiOna - Nie no oni budują nowy dom średnio co 7 lat. Ten co teraz wybudowali im pasuje i mocno się tam urządzili, wiec kolejne 2 budują w sumie nie wiadomo po co, po to by mieć zajęcie. Niby drugi idzie na sprzedaż ale ja tego nie widzę, pewnie dostanie to ich wnuczka, bo druga córka im zmarła na raka i została wnuczka. Jeśli chodzi o miejsce do mieszkania, to jest to działka 750m od domu teściów - ewidentnie chcą ją ściągnąć do pomocy na starość, tak jak szwagra posadzili sobie za płotem - tylko szwagier jest budowlańcem, więc dom wybudował sobie sam. Dostał od ojca firmę rozkręconą, to sobie sam zarobił i dali mu "tylko" działkę. Miejsce jest spoko, do przedszkola rzut bertem, do szkoły rzut beretem, daleko od ruchliwej drogi, we wsi Biedronka, nawet OSP ma niecałą minutę w razie "w". Dojazd do pracy, gdybym nie zmienił pracy to z 8-10 min zrobi się około 30-40 zależnie od ruchu, więc in minus. Tylko warunki wiejskie a nie miejskie - ja jestem obrzydliwym, leniwym mieszczuchem i wolę miasto ale co ja mogę w tej sytuacji? @Klatwa_Borsuka - Decydując się na dziecko miałem wizję, że będę zaangażowanym ojcem, bo mój ojciec był cancellowany przez moją matkę i bardzo, bardzo dobrze przegadaliśmy to z żoną. W efekcie do teraz na prawdę spędzam najlepszy czas w życiu ale już za drzwiami pukają do mnie oczekiwania. Ja wolę się postawić i do końca życia wynajmować niż babrać się w te rodzinne niuanse, gdzie w każdej sytuacji jak coś pójdzie nie tak, to ja idę w skarpetkach i to DOSŁOWNIE. @Przypadkowy - Teść uważa mnie za lenia i lesera mimo, że w sumie już na studiach pracowałem ale nie fizycznie a szlachetna jest tylko fizyczna orka albo własna firma. Próbowałem samemu coś podziałać ale wyszedłem z tego pod kreską (niewielką) i dałem sobie siana. Nie umiem budować i nie potrafię, dla nich to niemęskie. Ja naprawdę jestem kumplem z wkrętarką, sam serwisuje swoje auta - w życiu nie rozebrałem jedynie silnika ale przy aucie zrobię dosłownie wszystko i znam je od podszewki - myślę, że to wystarczająco męskie i oszczędzam dzięki temu 160zł/h - nawet gdy miałem lekką stłuczkę to auto poskładałem sam i jedynie kolega mi nałożył lakier na przygotowaną karoserię, bo sam lakierować jako-tako umiem a chciałem dobry efekt uzyskać. Ale budowa domu i żmudne roboty gospodarcze trwające godzinami gdzie "końca nie widać" to dla mnie całkowita udręka. I wiem co mówię, bo przez te lata miałem z tym styczność. Szlifowanie ścian, gładzie, szukanie poziomów i pionów, kładzenie płytek - TOTALNA UDRĘKA. Do tego atmosfera pracy z teściem tragiczna - ciągle mi udowadnia, że jestem "cienias z bloku" - za wolno, za słabo, źle, niedokładnie itp. itd. Jak stawia to swoje chybotliwe rusztowanie, to się ze mnie śmieje, bo chodzę po nim ostrożnie - ale to on z niego spadł a nie ja. On uważa, że my się rozwiedziemy, bo jego ś.p. córka się rozwiodła i ja przecież też jestem "przybysz" - wielokrotnie mi powtarza. Chyba, że coś chce to wtedy jestem "rodzina". @Ataxia - Mamy to obgadane, ona jest po mojej stronie i czuję, że w 100% rozumie mój punkt widzenia, sama też oczekuje, że będę dalej zaangażowany w wychowanie dziecka, ale boi się być stanowcza wobec rodziców i wiem, że w głębi duszy marzy o tym domku na wsi, bo w bloku się dusi, całe życie w domku spędziła i to nie jednym, bo jak mówiłem wyżej - co 7 lat teściowie stawiają sobie nowy. Problem w tym, że moja żona raczej nie jest super-ambitna. Pracuje za niewielką kasę i nie widać szans na "karierę", ja walczę o swoje ale też jest mi trudno. Także ciężko będzie samemu zbudować swój dom. Ja mam już w głowie pomysł jak ten dom miałby wyglądać i jestem chętny ale na własnych zasadach i za swój hajs. Żonie oczy się świecą bo "dajo" ale nie ma w życiu nic "za darmo". Chociaż odnośnie tego domu to oczekiwania większe są wobec mnie a nie wobec niej. Wobec niej będą po przeprowadzce - pomoc matce w ogrodzie i warzywniku, pomoc na starość. Wszystko ma swoją cenę. @Gnieznianin - Wielkie dzięki za ten komentarz. Taki był zamysł, gdy zdecydowałem się na dziecko, że będę zaangażowany, bo dzieciństwo trwa bardzo krótko, gdy dziecko idzie do szkoły to z roku na rok potrzebuje rodzica coraz mniej i mniej i mniej i nagle wyfruwa. Mam masę rzeczy i wartości do przekazania. Pracuję z dziećmi jako praca dodatkowa, kocham im dawać dodatkową wartość, widzieć jak się rozwijają i jak potem wyrastają na fajnych ludzi, którzy mają poukładane "pod kopułą". Myślę, że mam fajne podejście jeśli chodzi o wychowanie, by nie wychować wrednego bachora wyniańczonego na wszystkie sposoby ani porzuconego biednego dziecka. Na pewno popełnię masę błędów, ale tego uniknąć się nie da, byle nie stworzyć patologii w żadną stronę. Nie mamy z żoną ŻADNEGO wsparcia. Naprawdę, nikt nie przyjedzie by pomóc w czymkolwiek. Jak żona pojedzie do rodziców albo jesteśmy tam razem, bo ja coś robię to jedyna zaleta to zrobiony obiad dla dorosłych i zdaniem żony, to jest już duże ułatwienie. Będąc na tej budowie nie czułbym, że żona i dziecko są zaopiekowani. No i moja "robota" w domu też by nagle nie zniknęła, co wiąże się z chodzeniem ciągle wk... Mój teść do swojej wnuczki jest najbardziej łagodny ze wszystkich swoich wnucząt, których łącznie ma 4. Z wnukami od syna nie ma ŻADNEJ relacji a jego jedyny wnuk nie lubi dziadka i powiedział to wprost. Wnuczka po ś.p. córce - mają relację i dbają o nią bardziej, bo straciła matkę a z moją córką pieści się najbardziej, chociaż teraz, gdy zaczyna szaleć to marudzi, że broi. Ale moja żona wspomina, że nigdy nie zajmował się dziećmi i rodziną tylko zawsze chodizło o robotę. Nawet nie o kasę, bo ta pojawiła się jako wypadkowa (ma łeb do interesu i hajs się do niego klei) - chodziło o ROBOTĘ. Dla niego praca ma największą i nadrzędną wartość i nie rozumie w ogóle mojego podejścia. Ostatnio jak coś razem robiliśmy i mówię dobra koniec, bo żona mnie potrzebuje to mnie zgasił "od tego rozwodu nie będzie, nie martw się". Ale to nie chodzi o takie ekstremum, chcę by dziewczynom było po prostu dobrze. Właśnie ten timing. Gdyby to wydarzyło się przed ciążą, to pewnie byśmy we dwójkę z żoną tam jeździli i się angażowali albo jak córka miałaby te 4+. Ale teraz? Gdy ciągle trzeba coś przy niej robić?@MajorKusiol - Nie mogę zaangażować się finansowo, to nie będę angażował się czasowo, bo w zamian za to nie będzie takiego układu, jak gdybym zaangażował się finansowo. Gdybym miał $$ i powiedziałbym - ok ja przyjdę budować i płacę za okna, dach i drewno oraz za połowę wykończenia a drugą połowę wy, dla Waszej córki - to spoko. Tak było przecież ze ślubem. Mieliśmy organizować 100% sami ale nagle się poczuli i mówią - płacimy salę i suknię. Więc oni dali 50% i my daliśmy 50% ale byliśmy gotowi dąć 100% i wesele było w 100% po naszemu. Tak samo mogłoby być z domem - byłbym gotowy zapłacić 100% i miałbym projekt i wybraną działkę a oni by się pojawili i powiedzieli - pomożemy Wam - płacimy za działkę i stan surowy zamknięty a Wy sobie wykańczajcie - to też inna para kaloszy.
Moderator razzor91
Autor anonima
mirko_anonim
Opublikowane
Podobnq sytuqcja, blizniak, na 4 rodziny, kazda, miala swojw mieć, urodzil sie 1,wnuk, i nastapila zmiana planow, czesc rodzicw posLa do wuja. Utopoona, kasa. Po, latach okazalo, aie ze 1 kotlownia na wszystkie domy xdU ciebie to bedziesz mial tesciow na glowoe i poniszenie kosztow ich decyzji. Twoja praca tez ma wartosc, i najwyzej niech konza swoj dom i tyle. A wybor poeca czu, miejsca na kontakt w scianie ma znaczenie dla komfortu zycia.Kiedys i tak skonczy sie awantura, wiec cwicz asertywnisc. I pogadaj z żoną. Mkze lepiej wziac kredyt na wykończenie i miec tescia z glowy.
Moderator razzor91
Anonimowy użytkownik

Komentarze z Wykopu

Sprawdzamy liczbę komentarzy...

Akcje

Otwórz wpis na wykop.pl
Klucz publiczny:

clyrdhled005v9l4pxknbczk2

Dodane: 18 lipca 2024 - 16:34:48
Opublikowane

Autor był widzianyokoło 2 lata temu
Zobacz wszystkie wpisy